W 1558 roku królowa ta nosiła w łonie nie następcę tronu, lecz rozkładającą się masę, która zamieniła jej życie w cuchnący koszmar. Jej okolice intymne były gnijącą górą słoniowej skóry. Dlaczego monarchowie z dynastii Tudorów ukrywali tak przerażające schorzenia za maską boskiej majestatyczności? Jak to możliwe, że osoby z jej otoczenia w połowie XVI wieku przez lata ignorowały smród rozkładu wydobywający się z samego tronu? A co najważniejsze, dlaczego ta intymna strona życia Krwawej Marii jest ledwo wspomniana we współczesnych podręcznikach historii? W tej opowieści ujawnię pełną skalę anatomicznej tragedii Marii I Tudor, której ciało dosłownie rozpadło się, gdy próbowała ocalić katolicką wiarę w Anglii. Dowiecie się, jak przewrotne próby średniowiecznej medycyny mające na celu wyleczenie deformacji narządów płciowych zamieniły życie królowej w torturę, a na koniec ujawnię najbardziej skandaliczny fakt dotyczący jej pochówku w Opactwie Westminsterskim, który niemal wywołał panikę w całym Londynie.
We wrześniu 1554 roku promyk nadziei rozjaśnił komnaty pałacu Hampton Court, gdy królowa Maria oficjalnie ogłosiła Radzie Tajnej swoją długo wyczekiwaną ciążę. Dla 40-letniej kobiety, której panowanie było skąpane we krwi setek spalonych heretyków, powinno to być największym błogosławieństwem niebios i gwarancją ocalenia wiary katolickiej w Anglii. Jednak za uroczystymi modlitwami i dźwiękiem londyńskich dzwonów kryła się ponura fizjologiczna rzeczywistość, którą królowa próbowała ukryć nawet przed samą sobą. Zamiast naturalnej radości macierzyństwa, Maria zaczęła odczuwać dziwny, śmiertelny ciężar w pachwinie, który nie miał nic wspólnego z życiem. Nie przypominało to delikatnych kopnięć dziecka; było to miażdżące uczucie obcego ciała, które z każdym dniem stawało się coraz cięższe, jakby w jej wnętrzu, głęboko w łonie, rosła zimna skała, wysysająca z niej siły witalne.
Pierwsze przerażające deformacje pojawiły się już w listopadzie tego roku. To, co dworzanie publicznie nazywali „świętym brzuchem”, zaczęło zachowywać się wbrew wszelkim prawom ludzkiej anatomii. Obrzęk nie rozprzestrzeniał się płynnie w kierunku przepony, jak powinno to mieć miejsce w czasie ciąży, lecz wydawał się spływać w dół, podlegając jedynie grawitacji i wewnętrznym procesom destrukcyjnym. Tkanki intymne królowej, ukryte pod warstwami ciężkiego aksamitu, zaczęły zmieniać swoją strukturę komórkową. Skóra w okolicy krocza i warg sromowych stała się nienaturalnie gęsta, nabierając brudno-szarego odcienia i specyficznej tekstury przypominającej zrogowaciałą skórę słonia. Był to początek zaawansowanej limfostazy, która w XVI wieku była uważana za boską karę lub klątwę na upadłe dusze. Ciało królowej zaczęło rosnąć w sposób niekontrolowany, zamieniając jej naturalnie kobiece kształty w bezkształtną, nierówną masę zrogowaciałych fałd, które uniemożliwiały jej nawet wykonywanie modlitewnych pokłonów.
Zakazane badania lekarskie odbywały się w atmosferze paranoicznej trwogi i głębokiego upokorzenia. Maria, wychowana w duchu najsurowszej moralności katolickiej, odczuwała dręczący wstyd z powodu swojego okaleczonego ciała. Pozwalała lekarzom zbliżyć się do siebie jedynie w całkowitej ciemności, chroniona ciężkimi baldachimami z czarnego dębu i brokatu. Jednak nawet w tych warunkach, przez gruby jedwab rękawiczek i wielowarstwowych koszul nocnych, lekarze wyczuli przerażającą prawdę: dolna część ciała królowej stała się gigantyczna i bezkształtna. Nie przypominała już ludzkiego ciała. Anatomiczne granice między jej biodrami a miednicą szybko się zatarły, przekształcając się w monolityczną masę zdeformowanej tkanki, pulsującej wewnętrznym stanem zapalnym.
