„To ja sama kupiłam to mieszkanie, a państwa syn mieszka tu tylko gośc

Wiesz, Lida, ja cię zawsze podziwiałam, — powiedziała cicho Wera Michajłowna, siadając przy stole. — Sama na nogi się postawiłaś, bez чьей-либо pomocy. Nie pozwól, żeby ktoś ci to odebrał.

Ihor spuścił wzrok, jakby nagle zrobił się dwa razy mniejszy.

— Nie musicie mnie pouczać, — mruknął. — Ja naprawdę chciałem dobrze…

— Chciałeś dobrze? — Lida oparła się o blat. — To dlaczego twoje “dobrze” zawsze zaczyna się i kończy na słowach, a nie na działaniach?

— Przecież ja próbuję! — obruszył się Ihor.

— Od trzech miesięcy? — Lida skrzyżowała ramiona. — Ihor, ja cię znam. Jak naprawdę chcesz, potrafisz. Ale teraz… ja już nie wiem, co ty chcesz.

Powietrze zgęstniało. Wera Michajłowna dyskretnie wstała.

— Kochani, ja może pójdę… Nie będę wam przeszkadzać.

— Dziękuję, że zajrzała pani, — Lida odprowadziła ją do drzwi.

Gdy zamknęła je za sąsiadką, w mieszkaniu zapadła cisza. Ihor stał pośrodku pokoju z tym swoim nieszczęsnym laptopem, jakby trzymał tarczę przed ciosem.

— Lida… — zaczął miękko, prawie błagalnie. — Ja po prostu chciałem pokazać, że coś potrafię. Że też mogę być… ważny. Przy tobie czuję się jak… jak chłopiec, który nic nie osiągnął.

Te słowa ją poruszyły — na sekundę. Ale tylko na sekundę.

— Ihor, bycie ważnym nie polega na opowiadaniu bajek. — Lida pokręciła głową. — Ja nie potrzebuję bohatera. Potrzebuję partnera. A partner to ktoś, na kim mogę polegać, a nie ktoś, kogo muszę ciągnąć za sobą.

Ihor opadł na krzesło.

— Myślisz, że mi dobrze tak żyć? — spytał zmęczonym głosem. — Mama pyta, jak mi idzie… znajomi wciąż mówią, że mam talent… A ja sam już nie wiem, co jest prawdą. Kiedyś wierzyłem, że zrobię coś wielkiego. Ale teraz… — urwał, patrząc w przestrzeń. — Teraz mi nie wychodzi nic.

— Ale ja nie wymagałam od ciebie “wielkiego”. — Lida usiadła naprzeciwko. — Wymagałam uczciwości. Zwykłej pracy. Jakiejkolwiek inicjatywy. A ty wolałeś udawać.

Ihor zacisnął dłonie.

— Bałem się. Bałem się, że mnie zostawisz, jeśli zobaczysz, że jestem zwykły, bez sukcesów.

— Ihor… — westchnęła Lida. — Ja cię pokochałam, kiedy byłeś zwykły. Zwykły, ale szczery. A nie tego, kim teraz próbujesz być.

Chwilę siedzieli w milczeniu. Krople deszczu bębniły o parapet, telewizor mrugał w tle niedokończonym odcinkiem.

— Co teraz? — zapytał w końcu Ihor. — Mam się spakować?

Lida podniosła głowę. Patrzyła mu w oczy długo, jakby mierzyła, ile jeszcze ma sił, ile jeszcze ma wyrozumiałości.

— Ja… nie chcę podejmować decyzji w złości, — powiedziała. — Ale coś się musi zmienić. Ty musisz się zmienić. Nie dla mnie — dla siebie.

Ihor skinął głową, choć wyglądał, jakby dostał w żołądek.

— Spróbuję. Obiecuję.

— Obiecywałeś już wiele rzeczy. — Lida wstała. — Teraz po prostu pokaż.

Następne dni były dziwne. Ihor wstawał wcześniej, wychodził z domu, coś załatwiał. “Rozmawiał o projektach”, jak twierdził. Lida nie wierzyła mu w pełni, ale nie przeszkadzała.

W pracy czuła się lżej, choć nie do końca spokojnie. Spotkanie z Korytkowami poszło świetnie — po raz pierwszy od dawna nie musiała gasić pożarów po mężu.

Aż pewnego wieczoru…

Ihor wrócił do domu z kartonową teczką i listą kontaktów.

— Co to? — spytała ostrożnie.

— Portfolio, — odpowiedział, wyraźnie spięty. — Prawdziwe. Poszedłem dzisiaj na rozmowę do małego biura projektowego. Nic wielkiego. Ale powiedzieli, że mogę spróbować. Dać kilka wizualizacji, zobaczą, jak pracuję.

Lida spojrzała na niego długo. Był w nim stres, skromność, chyba pierwszy raz od dawna — prawdziwość.

— Ihor… to dobrze. Naprawdę dobrze.

Uśmiechnął się słabo.

— Wiem, że za późno. Wiem, że… może już wszystko popsułem. Ale muszę spróbować. Chcę przynajmniej sam przed sobą móc powiedzieć, że nie jestem pasożytem.

— Nigdy tak o tobie nie myślałam, — odpowiedziała cicho. — Ale skoro tak czujesz… to pracuj. Tylko uczciwie.

Minął tydzień. Ihor pierwszy raz od miesięcy nie wrócił do domu z pustymi rękoma. Przyniósł komentarze do swoich prób, zadania do poprawy, wskazówki.

— Wiesz, Lida… — powiedział, przeglądając notatki. — To jest trudniejsze, niż myślałem. W twojej pracy… to nie są tylko kolory, pomysły. To organizacja, odpowiedzialność.

— Dokładnie, — Lida nalała herbaty. — To zawód.

Patrzył na nią z nową pokorą.

— Przepraszam. Za wszystko. Za to, że myślałem, że jestem geniuszem, a ty… tylko robisz projekty.

— Przeprosiny przyjmuję, — uśmiechnęła się lekko. — Ale pamiętaj, że nie musisz być geniuszem. Wystarczy, że będziesz dorosłym człowiekiem.

To, co wydarzyło się dalej, nie było bajką.

Ihor znalazł staż — nieduży, nisko płatny, ale prawdziwy. Codziennie wychodził z domu, wracał zmęczony, czasem zły, czasem zadowolony.

Czy uratowało to ich małżeństwo?

Nie od razu.

Były rozmowy, kłótnie, niepewności. Były momenty, kiedy Lida myślała, że łatwiej byłoby się poddać. Ale były też chwile, kiedy widziała w Ihorze tego człowieka sprzed lat — pełnego marzeń, ale tym razem gotowego na wysiłek.

I pewnego sobotniego poranka, kiedy wrócił z teczką pełną poprawionych wizualizacji, powiedziała mu:

— Wiesz… zaczynam ci znowu wierzyć.

Uśmiechnął się wtedy tak szeroko, że wyglądał jak chłopak, którego poznała na pierwszym spotkaniu.

A Lida pomyślała, że może… jeśli dwoje ludzi naprawdę chce, to nawet rozwalony projekt da się naprawić. Tylko trzeba czasu, pracy i trochę prawdy.

I już nigdy — żadnych czarnych ścian w pokojach dziecięcych.

Ciekawostki dla Ciebie

Related Posts