Latem 2015 roku 26-letnia graficzka Rachel Winters zniknęła bez śladu w lesie narodowym Tanto w pobliżu miejscowości Pacin w Arizonie.
Przez 3 lata jej rodzina ją szukała.
Śledczy sprawdzali każdy możliwy trop, a wolontariusze przeczesywali kilometry dzikiej przyrody, mając nadzieję znaleźć choćby najmniejszy ślad.
Ale Rachel zniknęła tak całkowicie, że wielu zaczęło wierzyć, że nigdy nie zostanie odnaleziona.
W czerwcu 2018 roku, podczas rutynowego patrolu w odległej części lasu, dwóch strażników parku natknęło się na coś, czego nigdy nie zapomną.
Pod starym sosną ponderosa siedziała kobieta ubrana w podartą zieloną koszulę, która wyglądała na niezwykle wychudzoną i ledwo żywą.
Jej oczy były półprzymknięte, oddech płytki, a ciało tak wątłe, że na pierwszy rzut oka wyglądała, jakby leżała tam od dziesięcioleci.
To była Rachel Winters.
a historia o tym, jak przetrwała trzy lata samotnie na pustkowiach Arizony, wkrótce stała się jedną z najbardziej zagadkowych i niepokojących spraw w historii zaginionych osób w południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych.
14 czerwca 2015 r. Rachel Winters opuściła swoje mieszkanie w Scottsdale około godziny rano.
Nagranie z monitoringu w jej budynku pokazuje, że miała ze sobą mały plecak, buty turystyczne, zieloną bawełnianą koszulę i ciemne bojówki.
Powiedziała swojej współlokatorce, kobiecie o imieniu Jennifer Pollson, że planuje jednodniową wycieczkę do lasu narodowego Tanto i spodziewa się wrócić wczesnym wieczorem.
Jennifer powiedziała później śledczym, że Rachel wydawała się tego ranka zrelaksowana, a może nawet podekscytowana.
Od tygodni była zestresowana pracą i nie mogła się doczekać, aby spędzić trochę czasu samotnie na łonie natury.
Rachel nie była nowicjuszką w wędrówkach górskich.
Jej przyjaciele opisywali ją jako osobę kochającą spędzanie czasu na świeżym powietrzu, która dorastała, jeżdżąc z ojcem na kempingi w północnej Arizonie, potrafiła czytać mapy szlaków i pakowała odpowiednie zapasy.
Tego konkretnego dnia, zgodnie z zapisami w stacji strażników leśnych Pacin Ranger Station, Rachel zarejestrowała się rano na początku szlaku Highline Trail.
Strażnik pełniący tego dnia służbę, mężczyzna o imieniu Raymond Foster, zapamiętał ją, ponieważ pytała o źródła wody na trasie.
Powiedział jej, że jest kilka sezonowych strumieni, ale poradził jej, aby na wszelki wypadek zabrała ze sobą wystarczającą ilość wody.
Rachel skinęła głową, podziękowała mu i skierowała się w stronę szlaku.
To było ostatnie potwierdzone jej pojawienie się.
Szlak Highline Trail to znana trasa, która ciągnie się przez wiele kilometrów przez gęste lasy sosnowe, skaliste grzbiety i otwarte łąki.
Jest popularny wśród turystów jednodniowych i backpackerów, zwłaszcza wczesnym latem, kiedy temperatury są jeszcze umiarkowane, a krajobraz zielony.
W dniu, w którym Rachel zaginęła, pogoda była bezchmurna.
Temperatura utrzymywała się na poziomie około 75° i nie zapowiadano burz.
Warunki były idealne.
Jednak tego wieczoru, kiedy Rachel nie wróciła do domu i nie odpowiadała na żadne telefony ani wiadomości od Jennifer, jej współlokatorka zaczęła się martwić.
Jennifer próbowała zadzwonić jeszcze kilka razy.
Każde połączenie trafiało bezpośrednio do poczty głosowej.
Wysłała SMS-y z pytaniem, czy Rachel czuje się dobrze, czy potrzebuje pomocy, czy zdecydowała się zostać poza domem dłużej niż planowała.
Nie było żadnej odpowiedzi.
Jennifer skontaktowała się z rodzicami Rachel, którzy mieszkali w Flagstaff.
Jej ojciec, emerytowany pracownik leśnictwa Paul Winters, natychmiast pojechał do Scottsdale.
Kiedy przybył tuż po południu, Jennifer zadzwoniła już na lokalną policję.
Funkcjonariusz, który przyjął zgłoszenie, poradził im, aby poczekali jeszcze kilka godzin, sugerując, że Rachel mogła po prostu stracić poczucie czasu lub zdecydowała się rozbić obóz na noc.
Ale Paul twierdził, że jego córka nigdy by tego nie zrobiła bez uprzedniego telefonu.
Znał jej zwyczaje.
Wiedział, że była ostrożna.
Następnego ranka na szlak Highline Trail wysłano ekipę poszukiwawczo-ratowniczą.
Zaczęli od początku szlaku, gdzie Rachel się zarejestrowała, i poruszali się wzdłuż głównej trasy, sprawdzając każdy zakręt, każdy punkt widokowy i każdą boczną ścieżkę, która rozgałęziała się w lesie.
Dogs were brought in to pick up her scent.
Helicopters flew low over the canopy, scanning the ground with thermal cameras.
Volunteers arrived in the dozens, spreading out across the surrounding area, calling her name and marking sections of the forest that had been searched.
For the first 3 days, the operation was intensive.
Zespoły przemieszczały się po lesie, sprawdzając obozowiska, koryta strumieni, skaliste zbocza oraz gęste zarośla manzanity i dębu krzewiastego.
Nic nie znaleźli.
Żadnych śladów stóp, żadnych fragmentów ubrania, żadnych śladów walki.
To było tak, jakby Rachel weszła między drzewa i po prostu przestała istnieć.
Jeden z poszukiwaczy, wolontariusz o imieniu Greg Palmer, powiedział później w wywiadzie, że w tamtych dniach w lesie panowała niezwykła cisza.
Opisał ją jako rodzaj ciszy, która sprawiała, że słyszało się bicie własnego serca, ciszy, która otaczała człowieka ze wszystkich stron.
Powiedział, że przeszukiwali miejsca, do których nie zapuszczają się zwykli wędrowcy, strome wąwozy, pola głazów, obszary pokryte martwym drzewostanem i kolczastymi krzewami, ale nic nie znaleźli.
Szóstej dnia oficjalne poszukiwania zostały ograniczone.
Szef akcji wyjaśnił rodzinie, że przeszukano obszar znacznie większy niż ten, który Rachel mogła pokonać pieszo w ciągu jednego dnia, nawet gdyby zboczyła ze szlaku.
Psy straciły jej ślad już po pierwszym kilometrze.
Helikoptery nie zauważyły żadnych oznak zagrożenia.
Wniosek, choć niewypowiedziany, był taki, że Rachel albo opuściła ten obszar z własnej woli, albo spotkał ją jakiś wypadek tak poważny, że nie pozostawił żadnych śladów.
Paul Winters nie chciał tego zaakceptować.
Przez kilka tygodni po zakończeniu oficjalnych poszukiwań wracał do lasu sam, czasem z kilkoma przyjaciółmi, czasem sam.
Chodził po tych samych szlakach, studiował mapy, rozmawiał z innymi wędrowcami i przeszukiwał miejsca, które zostały już sprawdzone przez ekipy poszukiwawcze.
Rozwiesił ulotki przy każdym szlaku, każdej stacji benzynowej i każdym miejscu odpoczynku między PAC a Phoenix.
Jej twarz spoglądała z tych ulotek, uśmiechnięta, zdrowa, pełna życia.
Ale nikt nie zadzwonił z informacją.
W miarę upływu miesięcy sprawa straciła na znaczeniu.
Sprawa zaginięcia pozostawała otwarta, ale nie pojawiły się żadne nowe tropy.
Na koncie bankowym Rachel nie odnotowano żadnej aktywności.
Jej telefon nigdy nie połączył się ponownie z żadną siecią.
Jej samochód, który nadal stał zaparkowany przy stacji strażników leśnych, został ostatecznie odholowany i zwrócony jej rodzinie.
Pod koniec 2015 roku historia ta zniknęła z lokalnych wiadomości.
W rocznicę jej zniknięcia napisano kilka artykułów, ale nie zawierały one żadnych odpowiedzi, a jedynie pytania.
Gdzie podziała się Rachel Winters? Jak ktoś mógł tak całkowicie zniknąć w lesie, który został tak dokładnie przeszukany? Jej rodzina nie traciła nadziei, ale z każdym rokiem coraz trudniej było ją utrzymać.
W 2016 roku Paul zorganizował drugą zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą z pomocą organizacji non-profit specjalizującej się w poszukiwaniu zaginionych turystów.
Wolontariusze przybyli z całego stanu.
Przeszukali nowe obszary, przejrzeli stare raporty i przeprowadzili wywiady z osobami, które były na szlaku w czasie, gdy Rachel zaginęła.
Nic nie znaleźli.
W 2017 roku rodzina zatrudniła prywatnego detektywa.
Spędził miesiące na analizowaniu sprawy, rozmawiając ze wszystkimi zaangażowanymi osobami i samodzielnie przemierzając szlaki.
