Co Niemcy zrobili francuskim jeńcom, aby zaspokoić swoje żądze. Jak udało mi się przeżyć?

Te relacje zostały nagrane w 2005 roku. Nina Stepanova, która przeżyła II wojnę światową, przez lata postanowiła milczeć, nie dzielić się swoimi doświadczeniami z okupowanej Białorusi w latach 1943–1944 i opowiadać o nich tylko najbliższej rodzinie. Oto jej słowa.Gry wzmacniające więzi rodzinne

„Nazywam się Nina Stepanova. Mam dziś 80 lat. Trzęsą mi się ręce, kiedy trzymam tę filiżankę herbaty. Moje oczy nie są już tak bystre jak kiedyś. Ale moja pamięć, moja pamięć jest nadal ostra jak ostrze noża. Milczałam przez 62 lata. Przez 62 lata budziłam się każdego ranka. Patrzyłam na słońce i dziękowałam Bogu, że wciąż żyję”.

„Ale nigdy nie mówiłam głośno o cenie, jaką musiałam zapłacić za to życie. Moje dzieci, moje wnuki znają mnie jako babcię Ninę, tę, która piecze kapustowe placki i lubi siedzieć przy oknie. Nie znają osiemnastoletniej Niny. Nie znają młodej dziewczyny, która umarła we mnie zimą 1943 roku”.

„Zdecydowałem się dzisiaj zabrać głos, ponieważ mój czas dobiega końca. Czuję to w głębi serca, w trudnościach, jakie mam każdego ranka, aby wstać z łóżka. Wkrótce już mnie nie będzie. A jeśli nie opowiem tej historii, zniknie ona wraz ze mną. Nie może tak się stać. Ludzie nie powinni znać tylko tego, co jest w podręcznikach historii, gdzie mówi się o armiach i generałach”.

„Nasz dom był prosty, zbudowany z drewna, z dużym rosyjskim piecem, który zajmował połowę kuchni. Pamiętam zapach naszego domu: suszone zioła, dym i gorący chleb, który moja mama Maria piekła każdego ranka. Mój ojciec, Piotre, był stolarzem. Miał duże, szorstkie dłonie, które zawsze pachniały świeżymi wiórami i żywicą”.

„ Uwielbiałam patrzeć, jak pracuje. Był cichym człowiekiem, ale jego oczy zawsze uśmiechały się do mnie. Miałam młodszego brata, Aloszę. Miał zaledwie dziesięć lat. Był hałaśliwy, nieustannie biegał po podwórku, gonił kurczaki i marzył o zostaniu pilotem. Życie było ciężkie, ale byliśmy szczęśliwi. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy. Narzekaliśmy na długie zimy, wyczerpującą pracę w polu, bóle pleców po pielęgnacji ziemniaków”.

„Dzisiaj oddałbym wszystko, żeby znów móc pielić to pole, poczuć to zmęczenie, ludzkie zmęczenie, normalne, a nie tę śmiertelną ciężkość, którą poznałem później. Wiosną 1943 roku miałem 18 lat. Pamiętam, jak mama dała mi piękny kwiecisty szalik. Założyłem go przed lustrem i pomyślałem, że dorosłem”.

„Myślałam o chłopcach, o tańcach, o przyszłości. Nie wiedziałam, że przyszłość Niny już nie istnieje. Wojna nie dotarła do naszego domu od razu. Na początku były tylko plotki, straszne słowa szeptane między sobą przez dorosłych. Niemcy nadchodzą, mówili. Słyszeliśmy dudnienie samolotów wysoko na niebie”.

„Widzieliśmy, jak lecą na wschód jak czarne ptaki. Mój ojciec stał się ponury. Przestał się uśmiechać. Wieczorami długo siedział przy oknie, paląc ręcznie skręcone papierosy i wpatrując się w ciemność. Zaczął ukrywać jedzenie. Zakopaliśmy worki z zbożem w pobliżu stodoły. Suszyliśmy sucharki i kaszę na strychu”.

„Nie rozumiałam, dlaczego potrzebował aż tyle. »Ninchka« – powiedział mi – »nadchodzą ciężkie czasy. Musisz być silna«. Skinęłam głową, ale nie wierzyłam w to. W wieku 18 lat trudno uwierzyć, że świat może się zawalić w jednej chwili. Dzień, w którym przybyli, był szary i zimny. Śnieg zaczynał topnieć, zamieniając ulice w gęste błoto”.

„Cisza była dziwna, zbyt głęboka. Nawet psy nie szczekały. Potem usłyszeliśmy odgłos silników, głęboki i szorstki pomruk, który sprawił, że okna zadrżały – ciężarówki, wiele ciężarówek. Wjeżdżały do naszej wioski. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem żołnierzy w szarych mundurach. Maszerowali ulicą, trzymając broń w gotowości, głośno rozmawiając w obcym i szorstkim języku”.

„Mój ojciec zerwał się z krzesła. »Maria, ukryj dzieci!« – krzyknął, ale nie było gdzie się schować. Zaczęli wyważać drzwi kolbami karabinów. Słyszałam krzyki sąsiadów, płacz dzieci, szczekanie psów, przerywane wystrzałami. Nasze drzwi zostały wyłamane z taką siłą, że pękł zamek. Do domu weszło trzech Niemców”.

„Pachniały skórą, tytoniem i czymś kwaśnym. Jeden z nich, oficer, patrzył na nas jak na bydło na targu. Wskazał na mojego ojca. Żołnierze go złapali. Ojciec nie stawiał oporu. Spojrzał tylko na mamę i powiedział: „Chroń ją”. Wypchnęli go na zewnątrz. Mama krzyknęła i rzuciła się za nim, ale żołnierz uderzył ją kolbą karabinu w ramię”.

„Upadła na ziemię. Alosza wybuchnął płaczem i przytulił się do mnie. Zamarłam jak posąg. Nie mogłam się ruszyć. Podszedł do mnie oficer. Chwycił mnie za podbródek i obrócił moją twarz w stronę światła. Jego ręce, ubrane w skórzane rękawiczki, były zimne, a spojrzenie surowe. Powiedział coś do swojego żołnierza, który skinął głową. Potem zwrócił się do mnie – to pierwsze niemieckie słowo, którego się nauczyłam: Komm”.

„Zrozumiałam, że zabiera mnie ze sobą. Mama podniosła się szybko, przywarła do butów oficera, błagała i płakała. „Nie bój się, to tylko dziecko. Zabierz mnie zamiast niej”. Oficer odepchnął ją kopnięciem, a potem z obrzydzeniem strzepnął but. Żołnierz chwycił mnie za ramię i zaciągnął w stronę wyjścia. Odwróciłam się”.

„Widziałam moją matkę leżącą na podłodze i Aloszę patrzącego na mnie wielkimi oczami pełnymi przerażenia. To był ostatni raz, kiedy widziałam ich twarze. Nie miałam czasu, żeby powiedzieć im, że ich kocham. Nie miałam czasu, żeby się pożegnać. Zostałam wyrwana z domu jak chwast wyrwany z pola. Na zewnątrz panował chaos”.

„Ludzi wyrzucano z domów. Niektórych popychano na ściany, innych, tak jak mnie, wleczono do ciężarówek. Widziałam naszą sąsiadkę, ciocię Valentinę, trzymającą na rękach swojego małego synka. Niemiec wyrwał jej dziecko i rzucił je w zaspę śnieżną. Wydała z siebie przeraźliwy krzyk i rzuciła się na żołnierza. Rozległ się strzał i upadła na ziemię”.

„Chciałam krzyczeć, ale gardło miałam ściśnięte. Wsadzono mnie do dużej, krytej ciężarówki. Były tam już inne kobiety i młode dziewczyny z wioski i sąsiednich przysiółków. Wrzucono nas tam jak kłody. W środku było ciemno i ciasno. Powietrze było duszne od mokrych ubrań, brudnych ciał i moczu”.

Niektórzy płakali, inni modlili się na głos, a jeszcze inni pozostawali nieruchomi, wpatrując się w przestrzeń. Wślizgnąłem się w kąt, opierając się plecami o lodowatą metalową ścianę. Ciężarówka ruszyła. Nie wiedziałem, dokąd nas zabierają. Nie wiedziałem, co nas czeka. Czułem tylko, że z każdym obrotem kół oddalam się od wszystkiego, co znałem i kochałem.

„Jechaliśmy bardzo długo. Godziny ciągnęły się w nieskończoność. Ciężarówka trzęsła się i rzucała nami o siebie. Nogi mi zdrętwiały, zrobiło się zimno, wiatr przedostawał się przez szczeliny w plandece i przenikał mnie do kości. Zamknęłam oczy i próbowałam wyobrazić sobie, że leżę w domu w ciepłym łóżku, że to wszystko to tylko zły sen, że mama zaraz mnie obudzi: „Nina, wstawaj, musisz wydoić krowę!”. Ale sen się nie skończył”.

„Rzeczywistość była tam, w tej trzęsącej się ciężarówce, w łzach kobiet, w gęstym, lepkim błocie. Obok mnie siedziała młoda dziewczyna, nieco starsza ode mnie. Znałam ją. To była Zina z sąsiedniej wsi. Kiedyś była wesoła, zawsze pierwsza śpiewała i tańczyła. Teraz jej twarz była szara, oczy pozbawione życia, cała drżała. Wzięłam ją za rękę; była lodowato zimna”.

„Nina” – szepnęła. „Oni nas zabiją”. Nie miałam odpowiedzi. Co sekundę zadawałam sobie to samo pytanie. „Nie wiem, Zina” – odpowiedziałam – „módl się”. Siedziałyśmy więc tam, trzymając się za ręce, dwie przerażone młode dziewczyny, które zabrano w nieznane. Ciężarówka zatrzymała się dopiero po zmroku. Na zewnątrz słyszałyśmy ostre głosy i szczekanie psów.

„Podnieśli plandekę i oślepiło nas światło lampy. „Wysiadajcie, szybko!” – krzyczeli żołnierze. Ciągnęli nas w dół. Po długiej podróży nasze nogi nie chciały nas słuchać. Wielu upadło. Ci, którzy upadli, byli bici kolbami karabinów, aby zmusić ich do wstania. Skoczyłem w błoto. Było strasznie zimno. Powietrze tutaj było inne”.

Related Posts