Pokój 47 – miejsce, w którym niemieccy lekarze sprawiali, że radzieccy jeńcy żałowali, że się urodzili

Ludzka pamięć jest kapryśnym architektem, często budującym mury wokół pomieszczeń, do których boimy się wrócić. Dla Ekateriny „Katii” Volkovej mur ten stał przez czterdzieści lat, jako forteca milczenia wzniesiona w skromnym moskiewskim mieszkaniu. Jednak wraz z końcem lat 80. i zbliżającym się końcem jej życia mury zaczęły się rozpadać. Zdała sobie sprawę, że jej milczenie nie było spokojem – było schronieniem dla duchów, które zasługiwały na głos. Jej zeznania, spisane w latach 1985–1987, są czymś więcej niż wspomnieniami; są skrupulatną dekonstrukcją tego, jak cywilizowane społeczeństwo może systematycznie niszczyć ludzką duszę.

Tragedia Katji Volkovej nie rozpoczęła się w laboratorium, ale na błotnistych, przesiąkniętych krwią polach Smoleńska w sierpniu 1942 roku. W wieku dwudziestu sześciu lat Katja była kobietą, którą definiował jej cel: była pielęgniarką w Armii Czerwonej, strażniczką życia na scenie śmierci. Jednak wojna, z którą się spotkała, nie była wojną rycerską ani opartą na zasadach. Po schwytaniu po raz pierwszy doświadczyła zburzenia swojego światopoglądu. Widziała, jak jej koleżanki – kobiety, które walczyły z taką samą wytrwałością jak mężczyźni – zostały bezceremonialnie stracon Niemieccy oprawcy nie postrzegali tych kobiet jako żołnierzy, ale jako biologiczne aberracje. Noszenie munduru było „zbrodnią przeciwko naturze”, karaną kulą w tył głowy. Katya została oszczędzona przez kaprys losu – niemiecki oficer dostrzegł Czerwony Krzyż na jej rękawie i uznał, że może się przydać. Ta użyteczność okazała się jednak przekleństwem znacznie cięższym niż śmierć, jaką spotkały jej towarzyszki w błocie.

Podróż do Ravensbrück była mistrzowską lekcją „phi nhân hóa” – pozbawiania człowieka osobowości. Przez jedenaście dni Katya była stłoczona w wagonie towarowym, miejscu, gdzie czas i godność rozpływały się w smrodzie nieumytych ciał i duszącym upale lata. W pociągu nie było imion, tylko przerażone oddechy. Polscy partyzanci, ukraińscy chłopi i rosyjskie pielęgniarki zostali stłoczeni w jedną masę „niepożądanych”. Kiedy pociąg w końcu zatrzymał się z sykiem przed bramami Ravensbrück, kobiety przywitał „Cầu Quạ” (Most Kruka). Katya, wciąż trzymająca się resztek swojej tożsamości, wierzyła, że jej dyplom lekarza będzie jej tarczą. Wyobrażała sobie, że zostanie przydzielona do oddziału, gdzie będzie leczyć chorych. Nie rozumiała jeszcze, że w oczach III Rzeszy nie była już pielęgniarką. Była „materiałem”.

Punktem zwrotnym był świt 12 sierpnia 1942 roku. Rutynę obozu przerwało pojawienie się dwóch strażników SS w bloku 10. Nie odezwali się ani słowem; ich milczenie było przerażającym sygnałem, że Katya nie była już osobą, z którą można było rozmawiać, ale przedmiotem, który należało przenieść. Zaprowadzono ją labiryntowymi korytarzami szpitala obozowego do piwnicy, która sprawiała wrażenie wnętrzności ziemi. Było to miejsce pomijane podczas oficjalnych inspekcji, podziemny świat cieni, w którym nie obowiązywały prawa Boże ani ludzkie. Powietrze było gęste od wilgoci kapiącej z rur i metalicznego zapachu krwi. Na końcu pięćdziesięciometrowego korytarza stały ciężkie metalowe drzwi. Na nich widniał prosty, nawiedzający napis białą kredą: 47.

 

Вы точно этого не видели — сцены, вырезанные из «Красотки»
Herbeauty

Как не убить любовь бытом? 8 очень простых советов
Herbeauty
Танец этой пары начался обычно, но через минуту все онемели
Herbeauty
W pokoju nr 47 estetyka leczenia służyła do maskowania narzędzi tortur. Pokój był sterylnym koszmarem – dwadzieścia pięć metrów kwadratowych migoczącego światła i poplamionego krwią betonu. Pośrodku stał stół operacyjny wyposażony w grube skórzane pasy i rowek przeznaczony do odprowadzania płynów do odpływu w podłodze, podobny do tych, które można znaleźć w komercyjnych rzeźniach. Czekający na nią lekarz był uosobieniem „banalnego zła”. Nie patrzył jej w oczy, tylko na kończyny. Palił papierosa z wprawnym spokojem technika. Kiedy Katya, napędzana gasnącą iskrą profesjonalnej odwagi, zapytała, co należy zrobić, lekarz odpowiedział suchym, pozbawionym humoru śmiechem. W tym momencie Katya z Armii Czerwonej umarła. Na jej miejsce przyszła Osoba 47a.

Eksperymenty były groteskowym zaprzeczeniem nauk medycznych. Ideologia nazistowska od dawna klasyfikowała Słowian jako Untermenschen (podludzi), ale w pokoju 47 teoria ta została wprowadzona w życie. „Lekarze” byli zainteresowani regeneracją kości i granicami infekcji – wiedzą, którą chcieli wykorzystać do ratowania „aryjskich” żołnierzy na froncie. Katya została przywiązana tak mocno, że jeszcze przed pierwszym cięciem zaczęła mieć problemy z krążeniem. Nie zastosowano prawdziwego znieczulenia; państwo nazistowskie nie marnowało cennych zasobów na „podludzi”. Do jej twarzy przyciśnięto szmatkę nasączoną eterem na tyle długo, aby osłabić jej zdolności motoryczne, ale nie świadomość. Chcieli, żeby była przytomna. Chcieli obserwować reakcję fizjologiczną na ekstremalne cierpienie.

Pierwszym zabiegiem był eksperymentalny przeszczep kości. Katya opisała uczucie skalpela jako „eksplozję”, rozgrzaną do białości ingerencję, która przedzierała się przez warstwy mięśni. Czuła wibracje piły do kości w swoich zębach. Kiedy była bliska omdlenia, oblano jej twarz lodowatą wodą, aby przywrócić ją do świadomości własnego bólu. Po wielu godzinach operacji została zszyta grubymi, niedbałymi szwami, jakimi można by zszywać kawałek zużytej płótna, a następnie wrzucona z powrotem do ciemnej celi.

To właśnie w ciszy między zabiegami Katya znalazła „Króliki” z Ravensbrück. Przez zimne betonowe ściany usłyszała szloch Wandy Poltavskiej, dwudziestoletniej Polki, która przeżyła już sześć operacji. Wanda wyjaśniła ponurą rzeczywistość: były one częścią grupy siedemdziesięciu czterech kobiet wykorzystywanych jako żywe laboratoria. Kobiety te nie były leczone, były „naśladowane”. Lekarze nacinali im nogi i wcierali w nie szkło, drzazgi drewna i brud, aby symulować rany odłamkowe z pola bitwy. Innym wstrzykiwano bakterie gnicia gazowego lub tężca. Katya spotkała Marię Kusmerchuk, której nogi były pokryte martwicą, oraz Barbarę Pietrzyk, szesnastoletnią dziewczynę, której szkielet był tak zdeformowany przez pobieranie kości, że poruszała się jak „zepsuty robot”.

Kobiety te utworzyły tajne stowarzyszenie, związek okaleczonych. Dzieliły się informacjami, szeptały słowa otuchy, a w przypadku Katji uratowały jej życie. Po piątej operacji Katja stała się pustą skorupą. Lekarze usunęli jej mięśnie z uda i wstrzyknięli jej tężec, aby zbadać początek skurczów mięśni. Nastąpiło ogólne zakażenie – gorączka była tak wysoka, że zaczęła mieć halucynacje dotyczące lasów swojego dzieciństwa. Lekarz, uznając ją za „nieudany egzemplarz”, nakazał przeniesienie jej do skrzydła dla umierających, aby „pozbyć się” jej. Ale ludzki duch jest trudniejszy do zabicia niż ludzkie ciało. Wanda i inne „Króliczki” wykorzystały swoje skromne zasoby, aby przekupić polskiego strażnika i przemycić niewielki zapas niskiej jakości antybiotyków. Był to cud nauki i solidarności; gorączka spadła, a Katya przeżyła nakaz „utylizacji”.

Wyzwolenie obozu w kwietniu 1945 roku nie było momentem filmowej radości, ale momentem nawiedzającej świadomości. Gdy zbliżała się Armia Czerwona, naziści próbowali zniszczyć dowody swoich zbrodni. Wielu „Królików” zostało straconych poprzez wstrzyknięcie fenolu do serca. W chaosie ewakuacji Katya została przeoczona – była „duchem” wśród umierających. Kiedy 30 kwietnia żołnierze radzieccy w końcu sforsowali bramy, znaleźli kobietę ważącą trzydzieści osiem kilogramów, kobietę, której nogi pokrywały blizny, ale której oczy nadal miały przerażającą jasność.

Related Posts