Mąż ryknął: — Dość już życia na mój koszt! — i uderzył mnie na oczach teściowej.

— …czy wreszcie zrozumieć, że wszystko dawno się skończyło? — Aline głos zadrżał, ale nie cofnęła się.
Dmitrij patrzył na nią pustym wzrokiem. Jakby słowa nie docierały. Jakby wciąż próbował odnaleźć sens w czymś, co już dawno się rozsypało.

— Ty… naprawdę mnie nienawidzisz? — wyszeptał.

Aline uśmiechnęła się blado.
— Nie. Ja ci współczuję.

Chwila ciszy. W kuchni słychać było tylko cichy tik-tak zegara i odgłos deszczu bijącego o parapet. Lidia Pietrowna trzymała się stołu, jakby bała się, że nogi odmówią jej posłuszeństwa.

Related Posts