Nigdy nie wyobrażała sobie, że ją zostawi na śmierć. Nawet w najgorszych koszmarach. A jednak stał tam Arthur, odwrócony plecami, podczas gdy jego była żona, Wiktoria, walczyła o życie w grzęzawisku. Każdy jego krok był zdradą. A jego serce… zimne jak stal.
Ale Arthur nie wiedział — nawet nie przeczuwał — że głęboko w bagnie owinął się wokół stopy Wiktorii gruby korzeń. Resztką sił chwyciła się go i z determinacją zaczęła się czołgać ku brzegowi. Nie płakała ze strachu, lecz z wściekłości. Z bólu zdrady.
Kilka godzin później, przemoczona do suchej nitki i poraniona, zapukała do drzwi małego domku na skraju lasu. Starsza kobieta otworzyła. Nic nie pytała. Po prostu ją wpuściła i otuliła kocem.
Trzy miesiące później Arthur żył tak, jakby nic się nie wydarzyło. Rozwód już był. Rozpowiadał, że żona była niestabilna psychicznie i uciekła. On sam? Nowy samochód, młodsza partnerka, więcej pieniędzy i poczucie bezkarności.
