Matka obcięła łysą głowę kobiecie, która zabrała syna z rodziny. Ale konsekwencje nie były takie, na jakie liczyła.

 

Pociąg dał długi, przeciągły klakson, a drzwi pociągu zaczęły się powoli zamykać. I właśnie w tym momencie, dosłownie w ostatniej chwili, starsza kobieta zdążyła wjechać do wagonu. Jej wygląd sam w sobie nie wydawał się niczym wyróżniać, gdyby nie jej wyzywające zachowanie.

Poranny pociąg był pełen ludzi. Wszyscy zaspani, zmęczeni robotnicy z przedmieść tłoczyli się, stali jak śledzie w beczce, ledwo trzymając się na nogach. Ale starsza pani, prawdziwy wojownik, zachowywała się tak, jakby wszyscy wokół niej zawdzięczali jej osobisty komfort.

Wsiadając do wagonu, ostrym łokciem przesunęła w bok Wielkiego mężczyznę, który mimo imponującego wyglądu nie miał nawet czasu na oburzenie. Gwałtownymi ruchami pchała się w kierunku siedzeń jak lodołamacz przez lód. Po dotarciu do sklepu, w którym drzemał młody chłopak, kobieta dosłownie wisiała nad nim.

– Masz sumienie? Ustąp miejsce!

Student, jeszcze całkowicie się nie obudził, niechętnie wyciągnął słuchawkę z ucha, spojrzał na nią ze zdziwieniem i mruknął:

– Proszę usiąść-i z trudem ześlizgnął się na bok, zwolnił miejsce.

Babka zmierzyła go spojrzeniem, które zdawało się przypalać ściany, i z głośnym parsknięciem opadła na ławkę. Następnie popchnęła siedzącą obok kobietę i zmarszczyła brwi, rozkazała:

– Zabierz torbę! – i nie czekając na reakcję, kopnęła obszerny Baul nogą.

Zdezorientowany sąsiad po cichu wsunął swoje rzeczy pod sklep, skośny na hałaśliwego towarzysza podróży. A ta, nie zwracając większej uwagi na innych, siedziała nieruchomo, wpatrując się gdzieś w Przestrzeń. Jej usta zacisnęły się mocno, a pomarszczone policzki drgały, jakby z wewnętrznego napięcia.

Zina Petrovna, jak nazywała się ta starsza kobieta, była bardzo zdeterminowana. Pojechała do miasta nie bez powodu, ale w określonym celu. Stawką było to, co uważała za najważniejsze — szczęście i przyszłość jej syna i wnuka.

Jej syn, Paweł, łagodny i dobroduszny człowiek, znalazł się pod wpływem miejskiego nowicjusza. Ta alla, z jej punktu widzenia, zniszczyła wszystko, co Zina Pietrowna przez lata uważała za silną rodzinę. Pasza zostawił wczoraj żonę marinę i ich małego syna Ilyę. Ale z Mariną żyli, jak mówią, dusza w duszy. Żadnych skandali, poważnych kłótni. Czy to nie idealny związek?

Teraz Marina ledwo się powstrzymała. Próbowała udawać, że wszystko jest w porządku, ale Zina Petrovna widziała jej płaczące Oczy. Wnuk, Ilya, również się zmienił. Wcześniej był wielbicielem babci, był jej posłuszny we wszystkim, ale teraz się oddalił.

Zina Pietrowna nie mogła się z tym pogodzić. Widziała, jak Marina odsuwa się, jakby przestała wpuszczać ją do swojego życia. A syn? Jakby zupełnie zapomniał o rodzinie. Dlatego Zina Petrovna postanowiła działać. Gdy syn jest w podróży służbowej, wszystko załatwi, umieści wszystkich na miejscu.

Dowiedziawszy się, gdzie Paweł mieszka teraz z tą kobietą, postanowiła udać się do nich. Dzisiaj, gdy Paweł jest w pracy, będzie rozmawiać z Alla od serca do serca. Trzeba ją postawić na swoim miejscu i wyjaśnić, jakie są wartości rodzinne.

***

Dom okazał się Zwyczajny, wejście było niczym niezwykłym, a drzwi stare i łuszczące się. Zina Pietrowna wzięła głęboki oddech, jakby miała zamiar zanurzyć się w lodowatej wodzie, i mocno nacisnęła przycisk dzwonka. Nie puściła jej, dopóki drzwi w końcu się nie otworzyły. W otworze pojawiła się szczupła kobieta niskiego wzrostu, ubrana w luźną koszulę nocną. Nie pozwalając jej się opamiętać, Zina energicznie wepchnęła ją do środka i pewnie weszła do mieszkania.

Na korytarzu Zina Pietrowna dobrze dostrzegła młodą kobietę: długie, wyraźnie zaniedbane blond włosy, opadającą twarz z zauważalnymi okręgami pod oczami, które natychmiast dawały chroniczny brak snu. Ale najbardziej widoczne były przestraszone Oczy Alli. Przypominały spojrzenie myszy złapanej w łapy drapieżnika.

– To jest maminsynek! Smark. A mój Pasha … człowiek wybitny, silny. A jak to jego smak tak się zepsuł? I po to porzucił Marinę? – narzekała. – Pasza zawsze był wybitnym facetem, a Marina jest prawdziwą pięknością, kochanką Boga. I na co to wszystko zamienił?

Wzięła głęboki oddech.

— Spokojny. Musimy porozmawiać, nie tracąc panowania nad sobą-szepnęła pod nosem.

— Witajcie. Przychodzisz do mnie?

– Cześć, kochanie. Tak, do ciebie. Musimy porozmawiać – powiedziała stanowczo Zina Petrovna, nie czekając na zaproszenie, poszła do mieszkania.

Alla, zdezorientowana, rozejrzała się i zamknęła drzwi.

– Przepraszam, kim jesteś? – co? – spytała patrząc na nieproszonego gościa.

– Jestem matką Pawła, tego samego, z którym postanowiłaś tu zrobić swoje gniazdo – odpowiedziała chłodno Zina Pietrowna, rozglądając się po małym pokoju.

– Słuchaj, jeśli przyszedłeś mnie obrażać, to…

– Nie obrażam, ale wyjaśniam. Zniszczyłaś rodzinę mojego syna. Ma żonę i syna. Myślisz, że jest z tobą szczęśliwy bez nich? Nie, kochanie. Po prostu jeszcze tego nie zrozumiał.

Alla słuchała w milczeniu. Skrzyżowała ręce na piersi, ale nic nie odpowiedziała.

Zina Pietrowna mówiła dalej. Mówił o tym, jak zmienił się Paweł, jak cierpi jego rodzina.

– Skończyłeś? w końcu zapytała alla, kiedy Zina Petrovna przerwała.

— I. Mam nadzieję, że mnie zrozumiałaś.

Alla pochyliła głowę i uśmiechnęła się.

— Zrozumieć. Ale to ja sam zdecyduję, czy odejść, czy zostać, a nie ty.

Zina Pietrowna wstała. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła się bezsilna. Jej słowa, jej argumenty-wszystko to poszło na marne. Ta myśl jeszcze bardziej rozpaliła w niej gniew. Zacisnęła pięści, zbliżyła się do Alli i syknęła:

– Ty gówniarzu! Nie wstydzisz się?! Zniszczyła rodzinę, zabrała męża!

Alla, jakby skamieniała, stała nieruchomo. Jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. Ani słowa, ani próby usprawiedliwienia — tylko głupi strach.

– Co milczysz? – Zina Pietrowna kontynuowała atak, z trudem powstrzymując chęć uderzenia jej w twarz.

Ale nagle coś kliknęło w jej głowie. Przez chwilę poczuła dziwny, subtelny żal. Przed nią nie stała jakaś miejska FIFA, ale po prostu zdezorientowana i słaba kobieta, która wyglądała jak dziecko, które właśnie zostało ukarane. Ta myśl błysnęła i natychmiast zniknęła.

“Nie mam prawa jej współczuć. Walczę o słuszną sprawę, o rodzinę, o wnuka ” – usprawiedliwiła się Zina.

Odpierając wszelkie wątpliwości, gwałtownie chwyciła Allę za włosy, pociągnęła ją do siebie i jedną ręką wyciągnęła z kieszeni małą maszynkę do strzyżenia. Alla próbowała się wycofać, ale najwyraźniej nie miała wystarczającej siły. Maszyna brzęczała, przechodząc przez głowę, pozostawiając nierówne, krótkie strzępki zamiast długich blond pasm.

– Więc musisz zabrać cudzych mężów! – co? – mruknęła wściekle Zina.

Długie włosy opadły na podłogę, a alla, nie mogąc tego znieść, wybuchnęła płaczem. Łzy płynęły strumieniami, ale i tak nie próbowała powstrzymać babci.

Kiedy maszyna zamilkła, Zina odepchnęła ją na kanapę i powiedziała chłodno:

– Teraz spójrz na siebie! Nie jesteś taka piękna. Jak teraz będziesz ciągnąć do siebie obcych facetów?

Młoda kobieta nic nie odpowiedziała. Siedziała z rękami zakrywającymi twarz i tylko szlochała.

Zina, nie czując już żalu, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymując się na progu, wyjęła z kieszeni mały nóż i z rozmachem przeczesała brązową tapicerkę drzwi. Potem jeszcze raz i jeszcze raz, aż na drzwiach pozostały poszarpane paski.

– Niech Paweł popatrzy z kim i gdzie mieszka – rzuciła pod nos, zatrzaskując za sobą drzwi.

W drodze powrotnej do domu wyobrażała sobie w myślach, jak syn zobaczy tego potwora.

***

Minęło kilka tygodni, odkąd Paweł opuścił rodzinę. Zina Petrovna nie porzuciła prób pomocy Marinie i sprowadzenia syna do domu. Dosłownie codziennie przychodziła do byłej szwagierki, aby przekonać ją, by się trzymała, i po prostu przypominała jej obecność. Ale tym razem coś poszło nie tak.

Stała już przed domem Mariny przez około piętnaście minut, uporczywie pukała i dzwoniła do drzwi, ale nikt jej nie otworzył.

– Ciekawe, co ona tam robi? Jest południe na podwórku, a ona nadal śpi, czy co? – co? – mruknęła oburzona Zina, zaciskając usta.

Już miała wyjść, gdy drzwi w końcu się uchyliły. Na progu stała Marina. Jej twarz wyglądała na zmęczoną, ale jakoś wyobcowaną.

– Coś się stało? – co? – zapytała Zina, ale nie było odpowiedzi.

Synowa spojrzała na nią w milczeniu, po czym położyła ręce na piersi i z wezwaniem powiedziała:

– Dlaczego tu chodzisz każdego dnia? Myślisz, że czeka na Ciebie?

Zina była zaskoczona tym tonem. Otworzyła już usta, by rozpocząć zwykłe notacje, ale Marina nagle uśmiechnęła się gorzko.

– Przyszedłeś do wnuka? rzuciła złośliwie.

– Oczywiście, że do niego! Zina odpowiedziała stanowczo, ale jej głos zadrżał.

– Nie potrzebuje cię! I twój Paweł też nie jest potrzebny! Czy kiedykolwiek zadałeś pytanie: czego potrzebuje mój syn i ja? – Marina zerwała się na krzyk.

Zina poczuła, jak jej nogi się podkręcają. Poczuła się źle z powodu tego, co usłyszała, i nieświadomie złapała się za ścianę.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Chcesz poznać prawdę? Pasha był tu tylko po to, by zabrać swoje rzeczy. A wnuk wasz… — Marina Osiek, a potem z wezwaniem dodała: – on nie jest wasz. On nie jest synem paszy! I sama zdecyduję, jak żyć dalej.

Zina Pietrowna odwróciła się w milczeniu i odeszła. Jej kroki brzmiały głucho, jak uderzenia w serce. Czuła, że jej próby naprawienia czegoś poszły na marne.

***

Zina Petrovna zatrzymała się przed swoim domem. To, co usłyszała, sprawiło, że pomyślała.

– Chciałabyś iść do Alli-powiedział sąsiad, potrząsając głową ze współczuciem. – Jej zatrucie jest ciężkie, bardzo miażdżące. Bez względu na to, jak stracił wnuka.

Wołodia od dawna mieszkał obok ziny i od dzieciństwa przyjaźnił się z Pawłem. Często się komunikowali. Z tych słów Zina Pietrowna znów zaczęła wirować w głowie.

– Jak to?! Przez dziesięć lat wychowywałem cudze dziecko, Marinkę, tego oszusta, chroniłem przed synem. A teraz co?

Wyczerpana opadła na ławkę przed domem.

– Boże, chociaż mój poranny wybryk nie zaszkodzi dziecku. Co zrobiłam? Musimy jechać. Musimy z nią pilnie porozmawiać. Uspokoić, przeprosić, przebaczyć prosić … może wybaczy…

Następnego ranka Zina Petrovna ponownie stała w zatłoczonym pociągu. W jej rękach była obszerna torba, którą przycisnęła do siebie tak mocno, jakby od tego zależało jej życie. Były tam zapasy z piwnicy: pikle, ciasta, butelka kwaśnego domowego kwasu chlebowego. Przypomniała sobie, jak wcześniej, nawet przed tymi wszystkimi problemami, przynosiła kwas do Mariny, kiedy cierpiała na zatrucie. Może teraz pomoże.

Siedzący obok facet spojrzał na nią zdziwiony. Wydawało mu się dziwne, że babcia, zmęczona i z ciężką torbą, nie prosi o ustąpienie.

– Proszę siadać-zaproponował cicho, wstając.

Zina Pietrowna tylko machnęła ręką.

– Dzięki, synu. Ale nie rób tego. Nie jestem panią, żeby dla mnie wstać – wzruszyła ramionami.

Po dotarciu do domu Alli Zina Petrovna zamarła przed drzwiami. Widok podartej tapicerki sprawił, że poczuła wstyd i ból. Pochyliła się, przesunęła dłonią po głębokich cięciach, które zniekształciły drzwi.

– Och, to wstyd … – szepnęła.

Łzy zbliżyły się do oczu.

– Zawsze stałem górą za swoimi. Za paszę, za wnuka, za rodzinę. A teraz co? Jak mam po tym wszystkim spojrzeć jej w oczy?

Drzwi się otworzyły, a przed nimi pojawiła się Alla. Kobieta wyglądała na zmęczoną, ale nic nie powiedziała. W milczeniu wycofała się na bok, pomijając teściową. Zina Petrovna weszła do mieszkania i po przekroczeniu progu wybuchnęła płaczem.

Zbliżając się, delikatnie przesunęła dłonią po krótkim jeżu, który teraz zastąpił luksusowe, długie włosy Alli. Jej palce drżały, a usta zaciskały się, powstrzymując szloch.

– Wybacz mi, dziewczyno. Wybacz Stary głupiec. Jeśli potrafisz … – powiedziała zduszonym głosem i przytuliła szwagierkę.

Alla milczała. Skinęła tylko lekko głową, jakby akceptując jej słowa.

Kiedy Paweł wrócił do domu z podróży służbowej, zatrzymał się w drzwiach, oszołomiony tym, co zobaczył. Przed nim pojawił się dziwny obraz. Żona z krótkimi, ogolonymi włosami, okaleczonymi drzwiami i jego matką, która spokojnie rzeźbiła pierogi w kuchni.

– Co tu się dzieje?! wypalił, nie wiedząc od czego zacząć.

Alla odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem, choć w jej oczach było zmęczenie.

– Mówiłam, że włosy zaczęły wypadać z powodu ciąży. Obcięłam włosy. Jest to wygodniejsze, a potem odrosną. Nie zęby, nowe odrosną-zażartowała, choć jej ręce wyraźnie drżały.

Zina Pietrowna, nie odrywając się od swoich pierogów, pozwoliła sobie na lekki uśmiech.

– A co z drzwiami? – pytał Paweł.

Alla wzruszyła ramionami.

– Przychodził ktoś z miejscowych pijaków. Pukał, prosił o kaca. Nie otworzyłam — to on cięł.

Zina skinęła głową, słuchając tego wyjaśnienia. Nie zamierzała się wtrącać.

– W porządku, Pash. Uspokój się.

Następnego dnia alla, chcąc zrobić herbatę, nagle zwróciła się do męża:

– PASH, może pójdę na wieś do twojej mamy? Tutaj jedna jest przerażająca, a tam powietrze jest czystsze. A kwas chlebowy jest dla mnie łatwiejszy. Twoja mama pomoże, gdy będę na miejscu.

Paweł zastanowił się przez chwilę, a potem szybko się zgodził.

— Oczywiście. Moja mama jest kobietą walczącą. Przekręci każdego Chama w róg jagnięcy. Za swoimi zawsze Góra. Można jej zaufać.

Alla uśmiechnęła się, czując, jak jej napięcie stopniowo ustępuje.

– Tak, naprawdę, wkrótce urodzić. Tam będzie spokojniej i łatwiej-dodał Paweł, przytulając żonę.

Zina Pietrowna, siedząc w pobliskim fotelu, słuchała ich rozmowy i uśmiechała się cicho. Zrozumiała, że będzie jeszcze wiele trudności, ale wiedziała, że teraz wszystko się ułoży. Teraz jej syn dokonał właściwego wyboru i na pewno będzie szczęśliwy.

 

Related Posts