Dziesięć lat temu zakochałam się w Marku, studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie. Po ukończeniu studiów mężczyzna oświadczył mi się. Powiedziałam mu „tak”, ale było coś, co bardzo mnie niepokoiło.
Marek pochodził ze wsi, a ja z miasta. Po ślubie musieliśmy przeprowadzić się na wieś. Myślałam, że nie będę w stanie przyzwyczaić się do wiejskiego stylu życia, ale było to trudne tylko na początku. Potem się po prostu przyzwyczaiłam. 2 lata po ślubie kupiliśmy z mężem dom i urządziliśmy wszystko według naszych upodobań, a jakiś czas później otworzyliśmy mały sklep, który zaczął się rozwijać i poszerzać swój asortyment.
Z czasem sklep stał się ogromny w skali naszej miejscowości. Młodszy brat mojego męża zaskoczył nas pewnego dnia, kiedy przywiózł do domu swoją żonę. Była to prosta, wiejska dziewczyna. Zawsze mówiła, że chciała pracować, ale nic z tego nie wyszło. Ciągle ją zwalniano, a ja nie znałam powodów, nie chciała o tym rozmawiać. Z mężem zdecydowaliśmy się, że była to odpowiednia pora na dziecko i zaszłam w ciążę.
Wcześniej pracowałam w naszym sklepie z jedną sprzedawczynią na dwie zmiany, ale po ciąży musiałam poszukać nowego pracownika na moje miejsce. Wtedy moja teściowa zasugerowała zatrudnienie swojej młodszej synowej. Wcześniej pracowała w mieście i niewygodne było wstawanie codziennie o 6:00, aby być w pracy przed 9:00. Zatrudniając ją, zrobiłabym dobrze dla siebie i dla niej, ponieważ potrzebowała pracy tak samo, jak ja potrzebowałem nowego pracownika.
Na początku jeździłam z nią do sklepu, otwierałam go, a potem wracałam wieczorem i zamykałam. Przez następne dni dałam Gosi wolną rękę, by robiła to sama, ale to był ogromny błąd. Stopniowo zaczęłam zauważać, że pieniądze w kasie i towar się nie zgadzały. Marlena, sprzedawczyni, która pracowała dla mnie od samego początku, powiedziała mi, co naprawdę się działo.
