Prowadziła samochód pewnie, pilnie jeździła po dużych kałużach, jechała do rodzinnej wioski, do domu rodziców. Postanowiłam spędzić tu wakacje Latem, zebrałam rzeczy ciepłe, przytulne, kochane:

Prowadziła samochód pewnie, pilnie jeździła po dużych kałużach, jechała do rodzinnej wioski, do domu rodziców. Postanowiłam spędzić tu wakacje Latem, zebrałam ciepłe, przytulne, ukochane rzeczy: dwie koce, piżamę, wełniane skarpetki, książki, kosztowną kawę, dobrą herbatę. Kot o imieniu Baron dumnie i niewzruszony leżał na torbach, patrzył obojętnie przez okno, jakby przez całe dwa lata życia robił tylko, że jeździł samochodem. Do wioski, więc do wioski, byle tylko nie zapomnieli karmić i częściej głaskali.
Wcześniej zawsze wyjeżdżali na wakacje nad morze. Mąż zmarł rok temu, a ból straty wciąż żyje w duszy, syn ma własną rodzinę, inne zainteresowania i jest pełna morza. Chcę wędrować po lesie, oddychać gęstym aromatem igieł, zbierać grzyby, gotować pieczeń z białych i solić fale z liściem porzeczki, delektować się borówkami i gotować z nich dżem, piec serniki, pić świeże mleko, słyszeć żałośnie żegnające się gęsi lecące na południe i powiedzieć im: wróć. Co to jest, zadała sobie pytanie, dlaczego tak bardzo chcę uderzyć bosymi stopami w czysto umyte szerokie, pomalowane deski podłogowe, usiąść na ławce przy piecu z książką i od czasu do czasu rozwalić płonące pola, chcę zobaczyć nocne niebo w piegach-gwiazdach, aby było widoczne bezpośrednio z kopułą, aby zaczynało się od samej ziemi, a nie od dachu sąsiedniego wieżowca. Rano od śpiewu ptaków, od dźwięków natury, chcę się obudzić, a nie od hałasu samochodów. Może to zmęczenie od miasta, od zatłoczonych ulic? A może tak się dzieje, gdy masz ponad 40 lat?
Wioska jest zamieszkana, jest sklep spożywczy, a jeśli już, to niedaleko miasta, tylko 15 km.
Czasami przychodzi myśl o pozostaniu w domu na zimę, ale nie jesteś jeszcze pewien, czy to zadziała? Nadszedł czas, aby posłuchać siebie, wydobyć na światło Boże ukryte marzenia i urzeczywistnić je, w każdym razie, jeśli stanie się to trudne, możesz wrócić w każdej chwili.
Baron wysiadł z samochodu, ostrożnie kosił się po bokach i przyciskał do nóg jak lojalny pies: trawa jest tak duża, że wrogowie mogą się w niej ukrywać. Jest facetem miejskim, prowadzącym styl życia w mieszkaniu, a potem zarośla, ptaki śpiewają, motyle fruwają.
Otworzyłem szeroko drzwi, okna też, przyniosłem naręcze drewna opałowego ze stodoły. Piec dwa razy z niezadowoleniem splunął kłębami dymu do domu, a potem podniósł się, uspokoił, suche drewno opałowe zaparowało, rozpaliło się. W tym samym czasie rozłożyła starszą łaźnię, w której wciąż pachniało brzozową miotłą i suchym słonecznikiem. Podwijając rękawy, podjadając kanapki, smarując plasterki chrupiącej bagietki obfitym masłem orzechowym i popijając herbatą. Baron, wzmocniony kawałkiem gotowanego kurczaka i patrzył na jej zamieszanie, siedząc na krześle. I nagle, ściskając szmatę seksualną, przyłapała się na śpiewaniu. Nie pamięta słów piosenki, po prostu mruczy motyw z jakiegoś filmu z inną Churikovą. Sama się zdziwiłam, dawno nie śpiewałam.
Wrzesień to miesiąc zbiorów w wiosce: tego samego dnia kupiła warzywa, jajka, wiadro jabłek, słoik miodu od najbliższych sąsiadów i zajrzała do lokalnego sklepu.
W wannie pachniało parzonymi ziołami, w wiadrach srebrzyła się woda ze studni, rozgniewany skwierczący kamień. Ciepło otaczało, okrywało, nie mieszkało w ciele, ogrzewało każdą komórkę i tym przyjemniej było oblać się chłodną wodą. Odpoczywałam na werandzie, owinięta puszystym szlafrokiem frotte. We wczesnym jesiennym zmierzchu okna w domach świeciły przytulnie, psy plotkowały. Na niebie Bożenka włączyła Księżyc, wypuściła Wielkiego Niedźwiedzia na spacer z niedźwiedziem, usiadła na krześle, aby przeczytać wieczorną gazetę, kołysząc nogą w futrzanym kapcu przy ciepłym kominku. Płonące Drewno parskało od czasu do czasu, iskrzyło, a iskry leciały w dół, na ziemię. Och, spójrz, gwiazda spada, ludzie mówili w tym czasie.
Baron znalazł w trawie żabę i nie wiedział, co teraz z nią zrobić. Wieczór pachniał fiołkiem, dojrzałymi malinami i jabłkiem.
Podczas gdy ciasto z kapusty rumiało się w starym piekarniku, pokroiła duży dojrzały pomidor, ser i bułkę żytnią, otworzyła słoik z oliwkami, zrobiła herbatę cynamonową. Kolacja była późna, ale pyszna.
Rano obudziłem się wcześnie, poszedłem do lasu. Oddychałem, wąchałem, uśmiechałem się, rozmawiałem z dzięciołem, zastanawiałem się, czy boli go głowa, dzieliłem się chlebem z wiewiórką. Pieczarki upiekłam w śmietanie, z dojrzałych borówek gotowałam dżem: z miodem, z jabłkiem, z gruszką.
Wrzesień rozpieszczał ciepłymi słonecznymi dniami, spokojnymi wieczorami, uspokajał jak wywar z matki, wzywał do kuchni, aby zaparzyć kawę, upiec ciastka imbirowe na śniadanie lub ciasto serowe, przytulał wieczorami ramiona ciepłym kraciastym kocem, ogrzewał nogi miękkimi wełnianymi skarpetkami, usiadł na tej samej ławce i podał ulubioną książkę.
Baron nadal nie wyrażał chęci zapoznania się z lokalnymi zabytkami,ale z przyjemnością wieczorem wychodził na werandę, aby podziwiać gwiaździste niebo z gospodynią. Sąsiad pewnego dnia skoszył trawę wokół domu i teraz pachnie arbuzem. Mysz szeleści w skoszonej trawie, zbiera suche źdźbła trawy: stara mysz zwija trawę w kłębki i zwiąże duży ciepły koc na mroźną zimę, pachnący słodką koniczyną.
Pewnego dnia udała się na miejscowy cmentarz, posprzątała groby swoich krewnych. Przy jednym ze świeżych pagórków leżał pies. Zwykła szlachcianka, mała, chuda, o ponurych oczach. Odwróciła się od proponowanego ciasta. Sąsiedzi następnie wyjaśnili: niedawno zmarła starsza pani sama, samotna, jej pies został teraz sierotą, depcząc tam przez wszystkie dni.
Przyszła rano, usiadła obok tego wcielenia smutku i zaczęła mówić. O tym, że starzy ludzie odchodzą i nic z tym nie można zrobić, nie można ich zwrócić, bez względu na to, jak byśmy tego nie chcieli. O tym, że ona również przeżyła ból utraty bliskich i rozumie jej smutek. Tylko jest czas na smutek i jest na radość. Czas na smutek się skończył, czas wrócić do domu i żyć dalej. Zadzwonię do Ciebie Alka, powiedziała i pogłaskała psa. Przyjedziemy tutaj, na pewno będziemy, ale będziemy mieszkać w domu, podgrzać piec, ugotować owsiankę, poczekać na zimę. Ty i kot będziecie pilnować domu, ja dojeżdżam do pracy. Zimą wszystko będzie zaśmiecone śniegiem, zaczniemy oczyszczać ścieżki, oślepiamy śnieżną kobietę, ubieramy choinkę na Nowy Rok, robimy karmnik dla ptaków. Chodź Alka, dam ci ciepłą zupę, pokruszę tam bułkę, wszystko będzie dobrze. I pies poszedł…
… W listopadzie śnieg spadł na zamarzniętą ziemię i już się nie rozpadł. W ostatnim miesiącu jesieni było mało słonecznych dni, ale to nie przeszkadzało w ich szczęściu. To, to szczęście, było blisko, tu i teraz, w każdym drobiazgu i nie zależało od pogody: w filiżance herbaty, w wazonie z dżemem, w kalejdoskopie kolorów oszałamiających świtów, w psie rozmrożonym z żalu, jedzącym owsiankę, w cichej, zasypiającej do wiosny naturze, w zwiniętej plątaninie pluszowego kota, nawet w zapachu gorzkiego dymu topniejącej łaźni było szczęście i w dźwiękach wody gromadzącej się w wiadrze w studni. Mróz i zimno nie są straszne, jeśli serce jest ciepłe, a dom jest przytulny. Każda osoba powinna mieć kącik, w którym odnajduje harmonię, gdzie słucha i słyszy, gdzie może leczyć rany psychiczne i zapomnieć o kłopotach. Znalazła to miejsce.
Mamo, nie przeprowadzasz się do miasta, nadchodzi zima, zapytał syn przez telefon. Nie mogę, obiecałam Alke. Uwierzyła mi. Jeszcze nie oślepiliśmy śnieżnej kobiety. Lepiej przyjedź do nas na Nowy Rok, będzie świetnie. Tu jest cudownie! Znalazłem narty na strychu, dwie pary. Pieczemy rybę z ziołami … mówiła i uśmiechała się, a niebo nad nią było kopułą i zaczynało się od samej ziemi.
Zima przygotowywała się do przykrycia świata puszystym grubym kocem.
️ Gansefedern

Related Posts