UW WRÓCI SIEDMIOKROTNIE
– Oszalałam, to ostatnie pieniądze! syknęła Irka. Marina wręczyła banknot starszej kobiecie. Siedziała przy wejściu do supermarketu i prosiła o jałmużnę.
– Weź to.
– Niech wszystko, co dasz, wróci do ciebie siedmiokrotnie! – kobieta pochyliła głowę i spojrzała na pieniądze. siwe pasmo wypadło spod chusty na czoło, w czarnych oczach błyszczały łzy. – cały tysiąc, dziękuję córko!
– Ostatni tysiąc! Irka uśmiechnęła się pogardliwie. – Nie wstydź się, pieniądze od dobrych łatwowiernych ludzi wyłudzać. Szarlatanka! Wymyśliłem też frazę, która wróci siedem razy. Pomaga? Nie?
– Daj spokój-warknęła Marina. – zarobimy jeszcze pieniądze, idziemy.
– Nie znoszę żebraków, wszyscy są pijakami i leniwcami, nie są już zdolni do niczego. a gdzie zamierzasz zarabiać, zapomniałeś, że nie mamy już pracy. Zostaliśmy zredukowani!
– Nie wiem, może zajmę się korepetycjami, a może będę tłumaczył teksty, ale czy na świecie nie ma sposobów na zarabianie pieniędzy? – Marina wzięła dziewczynę pod rękę — szczególnie dla dwóch uroczych, młodych, utalentowanych i kreatywnych dziewczyn! To jest trudne dla babci, ale co z Tobą?
Marina spojrzała na starszą kobietę, ale tej na miejscu już nie było.
– Pobiegłem wydać Twoje pieniądze, prawdopodobnie na rynek alkomatów – – skomentowała Irina.
– Och, przestań już narzekać!
Kobieta w białym płaszczu i kapeluszu stała przy drzwiach supermarketu, patrzyła na przyjaciółki i uśmiechała się. Marina uśmiechnęła się niezmiernie, jakby kobieta wcale nie była znajoma, cóż, nagle. Marina skinęła głową na wszelki wypadek, ponieważ lepiej się uśmiechnąć i skinąć głową zupełnie nieznajomemu, niż zignorować kogoś, kogo po prostu nie rozpoznała. Kobieta w białym płaszczu również skinęła głową, siwe pasmo wypadło spod kapelusza na czoło, czarne oczy błyszczały zabawą.
Po pożegnaniu z Irką Marina wróciła do domu, już skręciła na podwórko, gdy zadzwonił telefon. Szef grzecznie przeprosił i zaprosił z powrotem do pracy, wyjaśnił, że nagle spadł duży rozkaz i redukcja personelu została anulowana, a nawet zaproponował, że doda wynagrodzenie, jeśli wróci do pracy jutro rano.
– Ile dodasz? – powiedziała Marina.
– 7 tys., ale to na razie. To zamówienie zostanie złożone na czas i zobaczymy, najprawdopodobniej ponownie podniesiemy pensje. Co wy na to?
Marina uśmiechnęła się:
– Do jutra!
Marina położyła słuchawkę i od razu zdobyła pokój Iriny, ale tego było zajęte. Dziewczyna zadzwoniła sama za dwadzieścia minut, kiedy Marina już wypiłam kawę u siebie w kuchni.
– Do czego dzwoniłaś? – zło zapytała przyjaciółka — Też przeklnij mnie chciała?
— N-nie, co ty taka?
– A co wszyscy się spiskowali! – Irka prawie płakała-wyobraź sobie, tylko z tobą się rozeszli. zaczęłam przechodzić przez ulicę. jakiś Kretyn prawie mnie zmiażdżył, przeklinał, za to, że w niewłaściwym miejscu przechodzę przez ulicę, potem na podwórku jakiś dzieciak podszedł i zapytał, żeby zapalić. Powiedz mi, czy wygląda na to, że palę, czy kurde, specjalnie dla takich “strzelców” papierosy kupuję?
– I co dalej?
– Co, Co! Nazwał mnie … chciwą, jeśli kulturowo. A potem zderzyła się z sąsiadką na schodach, tak pogardliwie wyraziła mi przez zęby swoje ” Fi ” za to, że nie sprzątam przy wejściu, jak wszystkie lokalne kumuszki. A co ja? Nie mam nic więcej do roboty, jak umyć schody?
– I przez to rykasz? – powiedziała Marina.
– Nie, oczywiście! Mama zadzwoniła do mnie, zadzwoniła do domu. Mówi, że nic mi się nie uda w wielkim mieście, taka już jestem brzydka – Irina szlochała-nie mądra, a mama znalazła mi pracę, na wsi, mówi, że tam będzie dla mnie miejsce…
– A szef do ciebie nie dzwonił?
– Dlaczego miałby do mnie dzwonić! Nalej mi kolejne wiadro na głowę, nie, dziękuję, wystarczy mi na dziś!
Marina policzyła na palcach: kierowca, chłopiec, sąsiad, mama, okazuje się, że tylko cztery.
– Wiesz, myślę, że będziesz musiał jeszcze kilka razy posłuchać czegoś tak niepochlebnego o sobie. Trzy, jeśli dokładnie.
– Dlaczego?
– A pamiętasz, co ta kobieta powiedziała, no cóż, Żebraczka przy supermarkecie? Wszystko, co dasz, wróci siedmiokrotnie! Co jej dałaś?
Irka na drugim końcu drutu wciąż ryknęła.
Autor: baśnie wieczorne

