— Nie smakuje ci moje jedzenie, wynoś się z mojego domu. To nie jest restauracja — synowa zmęczyła się znoszeniem wyrzutów teściowej.

— Co się dzisiaj z tobą dzieje? — Anna Michajłowna spojrzała surowo na synową, jakby próbując przebić ją wzrokiem. — Postanowiłaś urządzić bunt?

Lena spokojnie wytrzymała to spojrzenie i odpowiedziała równym tonem, bez cienia wzburzenia:

— Jeśli coś ci nie odpowiada, możesz po prostu odejść. Drzwi są po prawej stronie.

Sytuacja wydawała się absurdalna nawet dla samej Leny. Zawsze uważała, że gotuje całkiem nieźle. Co więcej, jej mąż nieustannie chwalił jej potrawy. Szczególnie zachwycały go jej popisowe barszki, soczyste kotlety i rumiane wypieki. Jednak wszystko zmieniło się, gdy poznała Annę Michajlowna — teściową, która okazała się prawdziwą smakoszką, ale jednocześnie niezbyt skąpą na komplementy.

Za każdym razem, próbując jej potraw, teściowa znajdowała powód do krytyki. To ziemniaki nie były wystarczająco miękkie, to zupa była „zbyt wodnista”, a pewnego razu stwierdziła nawet, że kotlety mają „dziwny posmak”. Krótko mówiąc, jej kuchnia, którą domownicy zawsze chwalili i uwielbiali, nagle stała się »pomyjami«, których „nawet normalni ludzie wstydzą się podać”.

Lenie bolało słyszeć takie słowa. Przecież jej mąż i syn dosłownie rozkoszowali się każdym daniem, które przygotowała. Szczególnie dumna była ze swoich wypieków: ciasta były puszyste, szarlotka aromatyczna, a ciastka chrupiące. To wszystko sprawiało, że była jeszcze bardziej przygnębiona ciągłymi uwagami teściowej.

— Nie zwracaj na to uwagi — pocieszał ją mąż, obejmując ją za ramiona. — Najważniejsze, że mi smakuje. Zrozum, ona nie robi tego ze złośliwości. Po prostu ma taki… powiedzmy, oryginalny sposób, aby pomóc ci stać się lepszą.

— Tak, to raczej trudno nazwać pomocą — odpowiadała z oburzeniem Lena. — Takimi komentarzami odstrasza wszystkich wokół siebie.

— Już odstraszyła — westchnął mąż. — Wiesz przecież, że nie rozmawiają teraz z ciocią Shurą? Obraziła się na mamę za to, że nazwała jej smażone ziemniaki „przypalonymi”.

— Może powinna przestać jeść na gościnach? — zaproponowała Lena, choć zdawała sobie sprawę, że to bardziej żart niż realne rozwiązanie problemu. — Skoro wszystko jej się tak nie podoba.

— Być może — zgodził się mąż, ale dodał: — Tylko że jej już nie zmienisz. Pozostaje tylko cierpieć.

— Albo przynajmniej nie zapraszać jej do nas — spojrzała na niego żałośnie Lena.

— No Lena, umówiliśmy się, że będziemy świętować jej urodziny u nas w domu — przypomniał.

„Tak, umówiliśmy się” – westchnęła ciężko Lena, czując narastający niepokój.

Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się dwa tygodnie przed samym wydarzeniem. Lena postanowiła wykorzystać tę okazję, aby pokazać, że potrafi nakryć „idealny stół”. Zadzwoniła do teściowej, aby zapytać o jej preferencje.

— Anno Michajłowna, nie zapomniała pani o naszym rodzinnym święcie? — zapytała, starając się mówić jak najbardziej uprzejmie.

— Jeśli nazywasz moją ważną datę „rodzinnym spotkaniem”, to nie, nie zapomniałam — odparła sucho, wyraźnie sugerując, że nazwa brzmi zbyt zwyczajnie.

— Chciałabym doprecyzować, co chcielibyście zobaczyć na stole? — kontynuowała Lena, postanawiając zignorować złośliwość.

— Najlepiej coś upieczonego, nie przypalonego i apetycznego w konsystencji — odparła z ironią Anna Michajłowna.

— Postaram się uwzględnić wszystkie pani życzenia — odpowiedziała Lena, zachowując spokój.

— Nie obchodzi mnie, co będzie na stole. Przygotuj kilka sałatek, Lesza lubi stołeczną i z łososiem. Na danie główne coś prostego, a tort przyniosę z cukierni.

Ale Lena doskonale rozumiała, że teściowej nie jest to obojętne. Anna Michajłowna była znana ze swojej skłonności do krytykowania i najwyraźniej zamierzała wykorzystać tę uroczystość jako pretekst do kolejnego upokorzenia synowej. Rodzina miała pieniądze, aby świętować w restauracji, ale teściowa wolała spędzić uroczystość w domu, aby „nie krzątać się sama, tylko po prostu odpocząć”.

Tym razem Lena postanowiła przygotować się szczególnie starannie. Z góry przemyślała menu, a nawet poprosiła męża, aby pomógł jej wybrać najlepsze dania.

— Lesza, siadaj do stołu! — krzyknęła, gdy tylko wszedł do mieszkania po pracy.

— A mogę nawet nie myć rąk? — zapytał zaskoczony, uśmiechając się.

„Nie, umyjesz ręce tutaj” – wskazała na umywalkę. „Otwórz usta!” – podała mu łyżkę z sałatką.

„A co to jest?” – zapytał, przyjmując poczęstunek.

„To kilka wariantów twoich ulubionych sałatek: trzy rodzaje stołecznej i trzy z łososiem”. Wybierz ten, który najbardziej ci smakuje. A jeśli twoja szanowna mama zrobi choćby jedną uwagę, musisz stanąć po mojej stronie i powiedzieć, że to ty nalegałeś na ten przepis!

— Jaka jesteś przebiegła! — roześmiał się mąż. — Dobrze, umowa stoi. Za tak hojną degustację jestem gotów na wszystko.

W przeddzień święta Lena starannie przygotowała wszystko na uroczystość. Wyprasowała koszule mężowi i synowi, wyjęła nowy obrus, a nawet kupiła bukiet kwiatów, aby stworzyć świąteczną atmosferę.

— Dima, nie chrup przy stole! — przypominała synowi. — Lesza, a ty bądź gotowy, aby zmieniać tematy z ostrych na neutralne.

— Nie denerwuj się tak — uspokajał ją mąż. — Nawet jeśli jej coś się nie spodoba, to co nas to obchodzi?

— Nie, chcę, żeby wszystko było idealne — sprzeciwiła się Lena. — A jeśli ta wiedźma znajdzie powód do czepiania się, niech wszyscy zrozumieją, że to tylko jej złość i zazdrość. Niech się wstydzi.

W dniu uroczystości, oprócz Anny Michajłownej, przyszli inni goście: szwagierka Wika, która cały czas siedziała przy telefonie; ich wujek Witalij, znany miłośnik „napić się”; i ta sama ciocia Szura, z którą teściowa tymczasowo pogodziła się dla prezentów.

— Och, jakie piękne kwiaty! — zachwyciła się ciotka Shura. — Po prostu uwielbiam żywe kwiaty w domu.

— Dziękuję, ja też je bardzo lubię — uśmiechnęła się Lena.

— Więc na bukiet dla wszystkich znalazły się pieniądze, a dla matki nie… — mruknęła pod nosem Anna Michajłowa.

— Ależ skąd, dla pani też są! — Lena przyniosła z sąsiedniego pokoju duży bukiet i podała teściowej. — Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

Anna Michajłowna zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu spraw i, lekko zawstydzona, wykrztusiła z siebie krótkie „dziękuję” pod adresem synowej. Lena zdawała się nawet nie zauważać jej zakłopotania i nadal zajmowała się nakrywaniem stołu.

— Lesza, Dima, pomóżcie mi rozłożyć sałatki — zwróciła się do męża i syna, energicznie rozglądając się po stole.

Aleksiej natychmiast przyniósł dużą szklaną miskę z klasyczną sałatką stołeczną, a Dima starannie postawił danie z rybą w cieście francuskim. Rozłożenie przystawek na stole okazało się niełatwym zadaniem: były już wystawione talerze z pokrojonymi warzywami, talerze z owocami, kilka rodzajów przystawek mięsnych i deski z serami. Lena starała się uwzględnić preferencje każdego gościa, aby nikt nie czuł się pominięty.

— Och, nie dawaj mi tego! — Anna Michajłowna skrzywiła się, wskazując na miskę z sałatką stołeczną.

— Dlaczego? Sama prosiłaś, żeby ją przygotować — spokojnie odpowiedziała Lena, najwyraźniej nie zamierzając ustąpić.

— To stołeczny? — Teściowa spojrzała nieufnie na zawartość miski. — Wygląda dziwnie.

W międzyczasie wujek Witalij, który już od dawna niecierpliwie kręcił w dłoniach kieliszek, w końcu nie wytrzymał:

— Przestańcie się czepiać! Pijmy już i zjedzmy. — Spojrzał na zaparowaną butelkę, która tak go kusiła.

— Racja! — wesoło podchwyciła ciocia Shura, podnosząc swoją szklaneczkę. — Za ciebie, droga jubilatko!

Anna Michajłowna skinęła głową i zaczęła ostrożnie szturchać widelcem sałatkę, jakby sprawdzając jego reakcję.

— Jakie mięso użyłaś? Kurczaka? — teściowa podniosła wzrok na Lenę.

— Nie, wołowinę — odpowiedziała ta niewzruszenie.

— A ja wolę z kurczakiem — powiedziała Anna Michajłowna, odkładając widelec z teatralnym westchnieniem.

— Pański syn lubi z wołowiną — ripostowała Lena, a Lesza, dotrzymując wcześniejszej obietnicy, natychmiast poparł żonę:

— Tak, mamo, wybrałem właśnie z wołowiną.

Anna Michajłowna ponownie chwyciła widelec i z widocznym wysiłkiem włożyła do ust mały kawałek sałatki. Wszyscy obecni z napięciem zamilkli, czekając na werdykt. Krytykowanie cudzego jedzenia zawsze było ulubionym zajęciem teściowej i teraz nikt nie wiedział, co powie.

— Mięso jest twarde jak guma, a ogórki takie śliskie… — powiedziała po długiej przerwie. — Proszę mi wymienić talerz, wezmę coś innego.

— A sałatka smakowała? — Lena zwróciła się do wujka Witalija, który niemal podskoczył z zaskoczenia, gdy zdał sobie sprawę, że pytanie skierowane jest właśnie do niego.

— Tak, bardzo smaczna! — wyrzucił z siebie, spoglądając pośpiesznie na swoją pustą talerz. — Szczególnie ogórki są dobre, od razu widać, że domowej roboty.

— Mi też bardzo smakowało — poparła ciotka Shura. — Wołowina jest miękka, nie ma ani jednego twardego kawałka!

— Vika, można cię na chwilę odciągnąć? Spróbuj proszę sałatki — Lena zwróciła się do zięciory, zachowując spokój, ale w jej głosie dało się wyczuć lekką natarczywość.

Wika z zaskoczeniem podniosła wzrok znad smartfona i spojrzała na synową.

— Dobrze, dziękuję — mruknęła, odkładając telefon.

Wzięła trochę sałatki na widelec i włożyła do ust. Po przeżuciu jej twarz rozjaśnił szczery uśmiech.

— Wiesz, to jest bardzo smaczne! Wcześniej jadłam tylko z kurczakiem, mama zawsze tak to przygotowywała. Mamo, może spróbujemy zrobić z wołowiną? — zwróciła się do Anny Michajłownej.

– Nawet gdybym chciała, nie potrafiłabym – odparła ta. – Przywykłam do gotowania z wysokiej jakości produktów i robienia tego prawidłowo. A ta sałatka rybna jest po prostu śmieszna. Raczej dla świń, a nie dla ludzi.

– Nawet nie spróbowałaś – Lena zaczynała tracić cierpliwość, ale starała się mówić spokojnym tonem.

— Po co mam próbować, skoro wygląda obrzydliwie! — Anna Michajłowna skrzywiła się z obrzydzeniem. — Proszę, spójrz, już cały sok wypłynął. Trzeba było odlać płyn z ryby. Szczerze mówiąc, wygląda jakbyś gotowała dla świń…

Po tych słowach odsunęła od siebie talerz z sałatką i sięgnęła po kiełbasę. Ale Lena wyprzedziła ją, zabierając talerz prosto spod widelca.

— Jeśli nie smakuje ci moje jedzenie, możesz opuścić mój dom. To nie jest restauracja — powiedziała stanowczo, nie ukrywając irytacji.

Anna Michajłowna zamarła z widelcem w powietrzu, nie wierząc własnym uszom. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, że synowa ośmieli się nie tylko jej sprzeciwić, ale także wyrzucić ją z domu w dniu własnego święta.

„Tak, dobrze pani usłyszała” – potwierdziła Lena, widząc jej zakłopotanie.

– Widzę, że wszystkim smakuje. Ale twoja ciągła krytyka moich potraw staje się nie do zniesienia. Lepiej opuść stół, a przy okazji dom, w którym tak źle nakryto.

Anna Michajłowna spojrzała na syna, oczekując wsparcia. Ale Lena przechwyciła jej wzrok:

— Leszcza nie musi cię bronić. Jeśli nie szanujesz gustów własnego syna, dlaczego on ma stanąć po twojej stronie?

Widać było, że Anna Michajłowna jest zdezorientowana. Przez chwilę Lena nawet jej żal, ale szybko opanowała się i powtórzyła:

— Anna Michajłowna, proszę odejść.

— Ania, zawsze wszystkim nie pasuje! — wtrąciła się ciocia Szura. — Wszyscy z apetytem jedzą moje smażone ziemniaki, a ty tylko narzekasz, że są „przypalone”. No, nieprawda? — spojrzała wyzywająco na Annę Michajlowna.

– Idźcie wszyscy… – zdołała tylko wykrztusić, odwróciła się i skierowała do wyjścia. Ale po kilku krokach zatrzymała się, wróciła, wyjęła bukiet z wazonu i dumnie przeszła do przedpokoju.

– Nie pogardziła kwiatami. I dobrze – stwierdził wujek Witalij, podnosząc kieliszek.

Po tym incydencie Anna Michajłowna nie odwiedzała już Leny. Dzwoniła wyłącznie do Leszego, interesując się sprawami syna i wnuka, ale nie wspominała nawet imienia synowej. Lena jednak nie była tym faktem zasmucona — wręcz przeciwnie.

Ku zaskoczeniu Leny, krewni zaczęli traktować ją z jeszcze większym szacunkiem. Nawet Wika podczas rodzinnych spotkań odkładała smartfon i pytała, czy nie potrzeba pomocy w kuchni. Wszystkie kolejne spotkania odbywały się u Leny i Leszy, ale teściowa nadal ich ignorowała, pielęgnując urazę nie tylko do synowej, ale także do cioci Shury i własnej córki, która, jej zdaniem, zdradziła ją na oczach wszystkich.

— Nic, wybuchnie i ostygnie — uspokajał wszystkich wujek Witalij, ale nigdy nie precyzował, kiedy to nastąpi.

Related Posts