— Biegnij do szpitala — wrzeszczał wściekły mąż — jakie dziecko? Nie pozwalałem ci zajść w ciążę!

— Biegnij do szpitala — krzyczał wściekły mąż — jakie dziecko? Chyba nie dałem ci pozwolenia na ciążę! Ile razy powtarzałem, że to nie czas? Przerwij ciążę i będziemy żyć jak wcześniej. Najpierw kupimy dom, a potem pomyślimy o potomstwie. Być może…

Odpowiadając Olegowi zgodą, Elena czuła się całkowicie szczęśliwa. Był wspaniałym młodym mężczyzną i wszystkie jej przyjaciółki zgodnie powtarzały, jaka ma szczęście.

Atrakcyjny, zamożny, z szanowanej rodziny. Jednocześnie fakt, że jego ojciec był właścicielem dużej firmy zajmującej się sprzedażą i dostawą artykułów papierniczych, nie dawał Olegowi żadnych dodatkowych przywilejów. Teść Leny był głęboko przekonany, że każdy mężczyzna musi samodzielnie walczyć o swoje miejsce w życiu.

„Nie chcę, żeby z mojego syna wyrósł rozpieszczony maminsynek, któremu wszystko podaje się na tacy z niebieską obwódką!” – powiedział kiedyś Konstantin Olegowicz do swojej młodej synowej.

Masz całkowitą rację, że pozwoliłeś synowi wykazać się. Ja też planuję wychowywać swoje dzieci w ten sam sposób! — Lena podziwiała mądrość ojca męża.

Naprawdę pragnęła, aby jej synowie mieli taką samą przedsiębiorczość i wytrwałość jak ich ojciec. Oleg odnalazł się w budownictwie. Mąż miał złote ręce i przyjmował zlecenia „pod klucz” na wykończenie, budowę i wszystko, co dotyczyło prywatnych rezydencji. Zarabiał całkiem nieźle, jak na małe prowincjonalne miasteczko — nawet bardzo dobrze.

Elena była dumna ze swojego męża. Wszystko osiągnął sam i kiedy ich związek doszedł do etapu ślubu, Oleg miał już własne, przestronne dwupokojowe mieszkanie w samym centrum miasta.

— To tylko tymczasowo. Oczywiście będziemy mieli własny dom, który zbuduję własnymi rękami dla ciebie i naszych przyszłych dzieci. A tymczasem urządź to przytulne gniazdko rodzinne, a my będziemy szczęśliwi, jeśli zgodzisz się zostać moją prawowitą żoną — powiedział ukochanej młody mężczyzna.

I podarował jej imponujący pierścionek ozdobiony brylantami o nietypowym wzorze „Trinity”. Trzy obręcze z białego, czerwonego i żółtego złota, obsypane drobnymi kamieniami, które pięknie mieniły się, sprytnie przeplatały i wspaniale prezentowały się na bezimiennym palcu.

— Jakie cudo! To kosztuje trzy tysiące, a może nawet więcej, Leniuśka! Jesteś prawdziwą szczęściarą, moja droga! — nie ukrywając zachwytu, podziwiała jej przyjaciółka z dzieciństwa. — A uroczystość będzie huczna?

— Wiesz, postanowiliśmy świętować skromnie. Tylko w najbliższym gronie. Musimy jeszcze wyremontować mieszkanie. I w ogóle mamy wiele innych wydatków. Najważniejsze to nie sama uroczystość, ale to, jak ułoży się życie — odpowiedziała uśmiechnięta piękna panna młoda.

Uroczystość rzeczywiście przebiegła spokojnie. Na weselu byli obecni rodzice, bliscy przyjaciele, nie zamawiano nawet stolików w restauracji. Świętowali w domu – Lena przygotowała pyszne sałatki i przekąski, upiekła swoją popisową gęś z pomarańczami i pigwą. Teściowa i teść zachwycali się jej umiejętnościami kulinarnymi, a mąż patrzył na nią z miłością i czułością. Przed nimi była świetlana przyszłość, pełna szczęśliwych, spokojnych, rodzinnych dni.

Problemy zaczęły się nagle. Lena nie od razu zauważyła, że mąż próbuje ją podporządkować sobie swoją władzą. Prośby brzmiały dziwnie. Już miesiąc po ślubie Oleg zaczął nalegać, aby żona zrezygnowała z pracy. Wcześniej praca przyszłej żony mu odpowiadała, ale po zawarciu małżeństwa nagle zaczęła budzić jego niezadowolenie.— Len, nie podoba mi się twój wygląd. Wieczorami wracasz do domu prawie martwa. Po co męczyć się w salonie fryzjerskim, skoro ja zarabiam wystarczająco dużo, aby zapewnić nam dostatnie życie? — powiedział mąż podczas kolacji.

Lena, nakładając na talerze makaron z grzybami, zdziwiła się:

— Kochanie, to tylko twoje wrażenie! Nie męczę się, pracuję w komfortowym dla siebie trybie. I nie zamierzam rezygnować z pracy! Wiesz, nie jestem gotowa siedzieć zamknięta w domu, chcę się czymś zajmować.

— Ale po co? Chodź na basen, spaceruj, sprzątaj w domu i gotuj. To wystarczy od kobiety.

— Posłuchaj, twój ojciec też zarabia wystarczająco dużo, ale twoja matka nadal pracuje jako nauczycielka w zwykłej szkole.

— Och, to jej kaprys! — odparł Oleg — kupiła sobie stroje i kolczyki i chce je „pokazać światu”, więc pracuje. Jak jej pensja wpływa na budżet rodzinny? W żaden sposób! Mama wydaje wszystko na drobiazgi.

— A ja chcę być użyteczna dla społeczeństwa, mieć własną działalność. Lubię strzyc ludzi. Chcę jeszcze nauczyć się farbowania i przedłużania rzęs. W najbliższej przyszłości chcę otworzyć własny salon. Właśnie tego chcę! W ogóle chcę wielu rzeczy…

— Jak chcesz! Jeśli chcesz, to się tym zajmij. Moja dziewczynko, chcę, żebyś była szczęśliwa.

Praca była dla Leny naprawdę ważna. Równolegle studiowała na wydziale historii, żeby zdobyć dyplom i udowodnić sobie, że potrafi. Planowała kupić kurs farbowania i przedłużania włosów oraz podszkolić angielski. Dopóki nie ma dzieci, trzeba myśleć o edukacji i karierze.

Lena chciała mieć dzieci, ale później. Za jakieś pięć lat. Przede wszystkim młoda kobieta chciała stać się niezależna finansowo, zasłużyć na szacunek otoczenia. Ważne było dla niej, aby udowodnić, że jest profesjonalistką. Była przekonana, że jej dzieci również to docenią.

Lena pochodziła z rodziny, dla której praca była podstawą egzystencji. Ojciec był weterynarzem w trzecim pokoleniu. Matka była profesjonalną kucharką, zwyciężczynią wielu konkursów kulinarnych. Teściowa Olega pracowała jako szefowa kuchni w jednej z największych restauracji w mieście. Zawsze mówiła Lenie:

„Nie żyjemy tylko po to, aby być atrakcyjnymi. Nie powinniśmy poświęcać całej swojej energii wyłącznie rodzinie i dzieciom. Żyjemy również po to, aby realizować się poza domem. Ucz się i pracuj, nigdy nie polegaj na nikim”.

Zapamiętawszy te słowa, Lena nie szczędziła sobie wysiłków, dzieląc się między naukę, pracę i tworzenie przytulnego domu. Wykleiła nowe tapety, które sama wybrała. Mężowi wystarczało wykończenie mieszkania i praca, a dla niej tworzenie piękna w swoim nowym domu było radością i niesamowitą przygodą. Lena nie zdecydowała się jeszcze na urządzenie pokoju dziecięcego, tylko z grubsza zaplanowała, co tu będzie i jak. Ale salon, który służył również jako sypialnia, kuchnia, korytarz i łazienka, urządziła naprawdę przytulnie i pięknie.

Kontynuowała pracę w salonie fryzjerskim. Wynagrodzenie nie było zbyt wysokie, ale na początku wystarczało. Ale ambicje rosły proporcjonalnie do pragnień — Lena chciała zarabiać więcej i częściej sprawiać sobie przyjemność nowymi rzeczami. Z czasem Oleg przeznaczał żonie coraz mniej pieniędzy na wydatki. Owszem, kupował produkty spożywcze, opłacał media, ale Lena odkładała pieniądze na kurs farbowania i przedłużania rzęs, a to okazało się bardzo kosztowną przyjemnością.

Lena planowała odbyć szkolenie u konkretnego specjalisty. Koszt kursów był niemały, ale po uzyskaniu certyfikatu mistrzowie chętnie zatrudniali absolwentów. Lena kilkakrotnie próbowała przyspieszyć ten proces — zwracała się do męża z prośbą o wsparcie finansowe na naukę.

— Oleg, mam do ciebie jedną małą prośbę — zaczęła Lena, — mam nadzieję, że nie odmówisz?

— Mów — skinął głową Oleg — zobaczymy, czy będę w stanie pomóc ci w twojej biedzie.

— Dlaczego w biedzie? — zaśmiała się Lena.

— Tak, to tylko takie powiedzenie. Mów, czego potrzebujesz.

— Olej, — Lena wzięła głęboki oddech — chcę się dokształcić. Rozumiesz, każdy specjalista musi stale podnosić swoje kwalifikacje. Cały czas pojawiają się nowe metody, klienci widzą publikacje w Internecie i proszą o modne koloryzacje lub strzyżenie. Niedawno przyszła dziewczyna i poprosiła o ukrytą koloryzację. A ja nie umiem! Poszła do innego fryzjera i już nigdy do mnie nie wróci. Ogólnie rzecz biorąc, chciałabym rozwijać się w dwóch kierunkach jednocześnie. Może opłacisz mi szkolenie? Będę zarabiać więcej, zdobędę klientów, otworzę własny salon. A potem może nawet salon fryzjerski.

— A jeszcze później zaczniesz pojawiać się w domu — podsumował Oleg — po co mi to? Lena, i tak prawie cię nie widuję! Uważam, że wydawanie tak ogromnej sumy na kartkę papieru z twoim nazwiskiem jest po prostu nierozsądne. Co zrobić z tym certyfikatem? Powiesić w ramce na ścianie? To przecież nie dyplom ukończenia studiów wyższych. Nie, jestem przeciw!

— No Oleg — zaczęła Lena — nie masz racji! Certyfikat pomoże mi znaleźć pracę w prestiżowym salonie. A tam zupełnie inne zarobki.

— Nie, powiedziałem — warknął mężczyzna — w ogóle chcę, żebyś zrezygnowała z pracy. Dobrze zarabiam, nie musisz się męczyć i dotykać brudnych włosów innych ludzi.

Lena wyciągnęła dla siebie pewne wnioski. Nie prosiła męża o nic więcej. Zaczęła oszczędzać, zrezygnowała z obiadów w kawiarni, przekąsek, kawy na wynos, a nawet manicure. Paznokcie sama starannie przycinała i polerowała.

Oleg to zauważył:

— Dlaczego przestałaś robić manicure? — zapytał kiedyś Lenę.

— Bo oszczędzam na naukę. Odmówiłeś mi przecież, kiedy prosiłam o pieniądze — odpowiedziała spokojnie, zmywając naczynia.

— Z jednej strony dobrze robisz. Po co ci salon, skoro świetnie potrafisz sama pomalować paznokcie? Lampa kosztuje grosze, są przecież specjalne lampy do użytku domowego. Sama o tym mówiłaś.

— Ale tego też trzeba się nauczyć.

— A co, zablokowali ci internet? Przecież masz mnóstwo czasu. Elastyczny grafik, wszystkie sprawy załatwione. W przerwach między klientami możesz siedzieć i oglądać filmy instruktażowe.

Lena tylko potrząsnęła głową. Na początku wydawało jej się, że oszczędność męża to pozytywna cecha. Nie wydawał się chciwy, odkładał pieniądze, co tydzień zapełniał lodówkę. Poza tym ciągle przypominał, że oszczędza na wielki cel, ważny dla całej rodziny – na dom. Ale czasami Leni wydawało się, że jej mąż jest zwykłym sknerą, oszczędzającym każdą копійkę.

Minęły trzy lata. Lena ukończyła kursy języka angielskiego i dorabiała tłumaczeniami, które czasami się pojawiały. Nadal pracowała w salonie fryzjerskim, strzygła i farbowała włosy, ale nadal zdecydowanie brakowało jej pieniędzy, niezależnie od tego, jak bardzo ograniczała wydatki.

Mąż zarabiał coraz więcej, ale zakup ziemi i budowa domu ciągle się odkładały. Lena przygotowywała się do obrony dyplomu i ze smutkiem myślała, że jest już gotowa na narodziny dziecka.

Jak wspaniale byłoby urodzić syna lub córkę! Trzymać w ramionach swoje dziecko, cieszyć się macierzyństwem. Bała się mieć dziecko — Lena obawiała się, że Oleg będzie oszczędzał również na dziecku. Aby uniknąć ciąży, Lena stosowała skuteczne środki antykoncepcyjne. Kłótnie i drobne konflikty na tle finansowym stały się normą, Lena coraz bardziej milczała. Starała się nie kłócić z mężem. Pojawiły się wątpliwości co do słuszności jej wyboru — a może się pomyliła?

— Oleg, może zaczniemy razem planować budżet rodzinny? — zapytała żona przed snem.

Siedziała przed lustrem, nakładała krem na dłonie i wcierała go w tylną część dłoni i nadgarstki. Pod oczami kobiety widniały urocze różowe plastry, które kupiła za grosze w lokalnym supermarkecie. Ostatnio Lena nawet nie marzyła o większych wydatkach.

— Nie — stanowczo odrzucił mąż.

– Dlaczego? – zapytała Lena. – Co ci przeszkadza, żeby się ze mną skonsultować?

– Ponieważ finanse to poważna sprawa – odpowiedział mąż, spoglądając na żonę ponad ekranem telefonu. – Tym powinien zajmować się tylko jeden człowiek.

– A jeśli będzie dziecko?

– Teraz nie ma na to miejsca, oszczędzamy na dom – odciął Oleg.

Lena zacisnęła usta i odwróciła się. Nie mogła przecież rozstać się z mężem tylko dlatego, że marzył o domu, o własnej ziemi, o czymś więcej. W imię ich wspólnego dobra. Ale właśnie z powodu tego hipotetycznego „wspólnego dobra” młoda kobieta była już zmęczona połykaniem urazy i liczeniem groszy.

W ogóle nie była pewna, czy potrzebuje dwupiętrowego domu, którego tak pragnął jej mąż. Po co taka rezydencja? Po co niebezpieczne schody, z których można spaść? Nie pochodziła przecież z arystokratycznej rodziny, była zwykłą kobietą, która nigdy nie żyła w luksusie. A szczęścia pragnęła prostego: kochającego męża, wesołych, zdrowych dzieci, dużego, kudłatego psa, z którym można jeździć latem na łono natury samochodem, niech nawet będzie krajowej produkcji.

Próby przekazania tego wszystkiego Olegowi kończyły się kłótniami.

— Szukasz problemu tam, gdzie go nie ma, Lena! Zajmij się lepiej sobą. Przytyłaś.

— Muszę iść na siłownię…

— Jeszcze tego? Weź szmatkę i idź robić przysiady, wycierając kurz, to będzie bardziej sensowne — odciął mąż.

— Nie czuję się dobrze, przepraszam — odpowiedziała żona, chcąc uniknąć narastającego konfliktu.

— No proszę! Tylko pieniądze ze mnie wyciągasz, sama nic nie robisz. Oto bezpośredni dowód! — krzyknął za nią mąż.

Lena weszła do salonu i usiadła na kanapie. Kręciło jej się w głowie, w ustach czuła słony smak i mocno ją mdliło. Zakrywając usta dłonią, pobiegła do łazienki.

Oleg już tego nie słyszał i nie widział, ponieważ zdążył wypić poranną kawę, narzucić płaszcz i wyjść do pracy. Lena też musiała iść do fryzjera. Drżącymi z osłabienia rękami rozczesała się, ubrała i również wyszła na ulicę.

Na dworze bawiła się wiosna, rzucając jasne słoneczne refleksy w kałużach i strumykach. Marzec całkowicie przestał przypominać zimę i rozbrzmiewał głosami sikorek i wróbli, obsypując wszystko wokół radością zbliżającego się ciepła. Lena spieszyła się do fryzjera, pokonując zawroty głowy.

Pierwsza klientka już na nią czekała. Wielodzietna mama, urocza, pulchna Valia była stałą klientką Leny i chodziła do niej na strzyżenie od co najmniej trzech lat. Zawsze umawiała się z wyprzedzeniem.

Nie zauważyła, jak blada była Lena, i wesoło gawędząc, skierowała się do fotela.

— Oczywiście, zbeształam młodszego, a starsze, wyobrażasz sobie, stanęły w jego obronie… — klientka dzieliła się historią o swoich czwórce dzieci.

— Jakie młode… — i wtedy wszystko zaczęło wirować: lustro, nożyczki w lodowatych palcach, kobieta o ciemnych włosach siedząca w fotelu.

— O mój Boże, Leneczka, jesteś blada jak ściana! No, siadaj, siadaj — krzątała się nad nią Walentyna, a zaniepokojone dziewczyny zgromadziły się wokół, jedna z szklanką wody, druga z wachlarzem.

Szczególnie wrażliwe po prostu achwały, co chwilę zakrywając usta dłonią. Najwyraźniej ze strachu o koleżankę.

— Wszystko w porządku, od tygodnia coś się ze mną dzieje. Nie mogę nic jeść… Ale to nawet lepiej, bo mąż już mi wyrzuca, że tyję — próbowała nawet niezręcznie zażartować Lena.

Valya pomogła jej dostać się do małego pokoiku, gdzie fryzjerzy mieli mini kuchnię.

— Dobrze. Ty usiądź, a ja pójdę po test ciążowy i zrobimy go, dobrze? — Valya rozmawiała z Leną jak z małym dzieckiem.

Ale ta czuła się tak źle, że nie miała siły protestować i po prostu skinęła głową.

A pół godziny później patrzyła szeroko otwartymi ze strachu oczami na dwa jasnoróżowe paski.

— No proszę! Okazuje się, że spodziewasz się dziecka! — stwierdziła oczywistego faktu Valya.

Lena wróciła do domu wieczorem nie sobą. Nogi ugięły się pod nią ze strachu i zmęczenia. Jak powiedzieć o tym Olegowi? Jak?

Mąż bardzo się spóźnił z pracy, ale uprzedził o tym wcześniej. Przyszedł wyczerpany, brudny i od razu poszedł pod prysznic. Potem usiadł do kolacji.

– Jesteś dziś jakoś zbyt cicha – zapytał Lenę.

W milczeniu podała mu test, na którym widniała wiadomość w postaci drugiego paska.

„Nie, nie, nie, tylko nie teraz!”.

„Oleg, to fakt. Nie można już tego odkładać, koniec” – powiedziała zmęczona Lena.

„Ale musisz. Pójdziesz do kliniki, czy gdzie tam wy, kobiety, chodzicie w takich przypadkach i…”.

„Nie, Oleg” – słowa spadły jak kamienie.

— To znaczy jak to nie? — mężczyzna nawet potrząsnął głową.

Żona się sprzeciwiła? To niemożliwe! Lena przez tyle lat była cichą, posłuszną szarą myszką, na którą wystarczyło spojrzeć, a już posłusznie szurała. A tu…

— Nie, to znaczy nie! Nie pójdę do żadnej kliniki. Spakuję swoje rzeczy i wyjadę do rodziców. W najbliższym czasie złożę dokumenty o rozwód. A ty zostań i buduj swój dom. Tylko bez nas — Lena powiedziała to bardzo cicho, ale stanowczo.

Oleg patrzył na nią, jakby widział ją po raz pierwszy. Przed nim stała zupełnie inna osoba… Wiele cech jej charakteru sprawiło, że właśnie ją wybrał. Lena była uległa, a Oleg bardzo cenił tę cechę. Oleg zawsze był przekonany, że w końcu zaakceptuje wszystkie jego warunki. Ale się przeliczył.

Lena odeszła, zabierając swoje rzeczy. Przeprowadziła się do matki i ojca, którzy przyjęli ją, potępiając Olega. Najbardziej nieoczekiwane było to, że teściowie stanęli po stronie ciężarnej synowej.

— Ta kobieta nosi twojego syna lub córkę! A ty ośmieliłeś się jej coś takiego zaproponować! — wrzała matka. — Czy ty jesteś Bogiem, żeby decydować, kto ma żyć, a kto nie? Czy tak cię wychowaliśmy z ojcem?! Bezwstydny, oszukuje własny dom!

Konstantin Olegowicz również, nie przebierając w słowach, powiedział synowi wszystko, co myśli o jego konflikcie z żoną.

Osobiście zadzwonił do Leny i powiedział, że bez względu na to, jak potoczą się dalsze losy Olega i Leny, dziecko będzie miało babcię i dziadka.

Dotrzymali słowa. Wania miał najlepszych dziadków na świecie, ale młoda kobieta nie wybaczyła byłemu mężowi. On prosił, błagał, nie wiedząc, jak odpokutować za swoją winę. Ale Lena widziała już jego prawdziwe oblicze i nie chciała wiązać swojego losu z takim człowiekiem.

Skupiła się na cichej radości macierzyństwa. Teraz dla Leny liczyło się tylko to – jej mała słodka kulka z noskiem-guziczkiem, malutkimi ciepłymi paluszkami i głębokimi zielonymi oczkami.

Podczas urlopu macierzyńskiego pracowała. Przyjmowała zlecenia wymagające znajomości języka angielskiego. Freelancing stał się dla niej prawdziwym ratunkiem i wkrótce zaczął przynosić niezłe dochody.

Kiedy były mąż krzyczał na nią, że z dzieckiem umrze z głodu, ona tylko się uśmiechała – na jej koncie była już wtedy imponująca suma, o której Lena wcześniej nie mogła nawet marzyć. Teraz nie tylko mogła sama się ubrać, kupić wszystko, co potrzebne dziecku, ale także pomagać mamie i tacie.

Nie zostawili jej też teściowie. Obrażeni na syna, założyli konto na nazwisko Wani, na które regularnie przelewali spore sumy w obcej walucie. Lena bardzo doceniła ich postępowanie i stosunek do niej i syna. Nie utrzymywała jednak kontaktów z Olegiem i ostatecznie nadała synowi swoje nazwisko, nie wpisując ojca do aktu urodzenia.

Oleg został z niczym – bez domu, rodziny i dziecka. Próbował spotykać się z jakąś kobietą, ale okazała się ona znacznie mniej cierpliwa niż jego pierwsza żona i odesłała skąpego mężczyznę w siną dal.

Lena nie interesowało, co i jak tam u byłego. Wróciła do rodzinnego salonu fryzjerskiego, kiedy Waniusza poszedł do przedszkola. Nie dla pieniędzy – teraz utrzymywała się z pracy jako freelancerka. Stała się pierwszorzędną specjalistką w branży kosmetycznej, a jedna jej fryzura była teraz warta tyle, że koledzy z pracy mogli tylko zazdrośnie patrzeć.

Related Posts