Po ślubie mój mąż zabrał mnie do swoich rodziców. Teściowa na początku nawet nazywała mnie córką, a potem coś jej się nie spodobało i poczułam, co to znaczy żyć w cudzym domu. Ale pewnej nocy powiedziałam, że mam dość.
Pierwszego dnia studiów zauważyłam chłopaka, który studiował w naszej grupie, i bardzo mi się spodobał. Nazywał się Adam, on również odwzajemnił moje uczucia. Wszystko samo się ułożyło, zaczęliśmy się spotykać, oczywiście kłóciliśmy się i godzili, ale nadal nie mogliśmy żyć bez siebie. Po ukończeniu uniwersytetu Adam w końcu oświadczył się.
Po trzech miesiącach zorganizowaliśmy nasze wystawne wesele. Byłam bardzo szczęśliwa, nawet nie potrafię tego słowami wyrazić. Zaprosiliśmy fotografa na wesele, wynajęliśmy wodzireja, dobrych muzyków. Wynajęliśmy małą restaurację. Ludzi było niezbyt wielu, głównie najbliżsi krewni i nasi przyjaciele z Adamem.
Zaczęliśmy żyć z rodzicami mojego męża. I od tego momentu w naszym życiu pojawiły się nieporozumienia i różne niezgody. Powodem była jego matka. Chociaż przed ślubem bardzo mi się podobała, nazywała mnie córką, ale wspólne życie odegrało swoją, niestety, negatywną rolę. Ciągle się do mnie przyczepiała, zawsze znajdowała do czego: to położyłam ręcznik nie tam, to przesoliłam obiad, to wszędzie rozrzucałam śmieci i w ogóle, cokolwiek bym nie robiła, była niezadowolona.
