„Mężczyźni mylili mnie z dziewczynką”

Inna kobieta w jego łóżku – tego najmniej się spodziewała.

Przez bombardowania.

Przez kraj rozdzierany wojną.

Przez głód, zimno i strach, który nie opuszczał nawet w dzień.

Szła do swojego męża.

Do domu, który miał być bezpieczny.

I nie wiedziała, że to, co tam zastanie… zmieni jej życie na zawsze.

Urodziła się w rodzinie artystów cyrkowych.

Jej ojciec, Józef Bolesław Żejmo, pochodził ze szlacheckiego rodu, ale los odebrał mu wszystko.

Zamiast dworów – klaunowski kostium.

Zamiast tytułów – arena cyrku i publiczność, która nie zna litości.

Matka, Anna Konstancja Lozińska, również wywodziła się z arystokracji, ale żyła na trapezie, wśród świateł i ryzyka.

Ich życie było sztuką przetrwania.

16 maja 1909 roku w Wołkowysku urodziła się ich córka – Janina.

I już od początku było jasne, że nie będzie miała zwykłego dzieciństwa.

Cyrk nie był wyborem.

Cyrk był jej przeznaczeniem.

Miała trzy lata, gdy pierwszy raz stanęła na scenie.

Za mała, by rozumieć.

Za młoda, by odmówić.

Z czasem stała się wszystkim naraz: gimnastyczką, jeźdźczynią, tancerką, artystką muzyczną.

Jej dzieciństwo nie istniało.

Zastąpiły je występy.

Rewolucja przeszła przez ich życie jak burza.

Ale cyrk ich ocalił.

Ojciec, mimo szlacheckiego pochodzenia, nie został dotknięty przez bolszewików – klaun był bezpieczniejszy niż arystokrata.

Ale ciało Janiny nie wytrzymało.

Lata akrobacji, przeciążeń i pracy ponad siły zostawiły ślad.

W wieku 11 lat miała 148 centymetrów wzrostu.

I już nigdy nie urosła.

W 1920 roku ojciec Janiny stanął w obliczu poboru do Armii Czerwonej.

Strach był silniejszy niż rozsądek.

Podjął desperacką decyzję – celowo zaraził się gruźlicą, wierząc, że uniknie służby.

Mylił się.

Choroba zniszczyła go w kilka miesięcy.

Rodzina została sama.

Cyrk się rozpadł.

Dom przestał istnieć.

Matka przeniosła córki do Piotrogrodu.

I wtedy Janina zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.

Została główną żywicielką rodziny.

Dzieckiem, które pracuje, by inni mogli przeżyć.

Ale w środku miała jedno marzenie.

Nie arena.

Nie cyrk.

Chciała kina.

Chciała być aktorką.

W 1924 roku, mając 15 lat, stanęła przed egzaminami do legendarnej „Fabryki Ekscentrycznego Aktora” (FEKS).

I potraktowała je jak własny spektakl.

Śmiała się, grała, improwizowała.

Egzaminator Grigorij Kozincew śmiał się do łez.

Została przyjęta.

Wkrótce dostała pierwszą rolę filmową.

I ku własnemu zaskoczeniu…

zagrała chłopca.

To był dla niej szok.

Ból.

Nieakceptacja.

Płakała, chciała odejść z kina.

Ale Kozincew powiedział jedno zdanie, które zmieniło wszystko:

„Nie ma wstydu w graniu chłopca. Wstyd jest tylko wtedy, gdy gra się źle.”

I została.

Z czasem role „chłopięce” stały się jej znakiem rozpoznawczym.

Teatr.

Film.

Scena.

Zawsze była „kimś innym” – ale nigdy sobą.

W wieku 16 lat poznała Aleksieja Kostriczkina.

Zakochali się szybko.

Pobrali jeszcze szybciej.

Ale małżeństwo okazało się ciężkie.

Hazard, pieniądze, napięcia.

I rosnąca sława Janiny, której nie potrafił zaakceptować.

W 1930 roku urodziła córkę – Janinę.

Ale zamiast uratować małżeństwo, dziecko tylko uwidoczniło pęknięcia.

Rozwód był nieunikniony.

Dwa lata później spotkała mężczyznę, który zmienił jej życie.

Reżysera Józefa Heifitza.

Nie był romantycznym chłopcem.

Był stabilny.

Cichy.

Pewny.

Dla Janiny – jak ściana, o którą można się oprzeć.

Pobrali się w Leningradzie.

I przez chwilę była szczęśliwa.

Jej kariera eksplodowała.

„Obudźcie Lenoczkę” – pierwszy sukces.

„Przyjaciółki” – prawdziwa sława.

Postać „Guzika” pokochała cała ZSRR.

Listy przychodziły workami.

Ludzie rozpoznawali ją na ulicach.

A potem przyszła wojna.

Jej dzieci zostały ewakuowane.

Ona sama została w oblężonym Leningradzie.

Bo nie mogła zostawić chorej siostry.

Miasto umierało.

A ona razem z nim.

Głód.

Zimno.

Bombardowania.

A jednak Janina nie uciekła.

Gasila bomby zapalające na dachach.

Jeździła na front z teatrem.

Podnosiła morale żołnierzy.

Mała kobieta.

Wychudzona do granic możliwości.

Nazywana „Guzikiem”.

Ale w środku – żelazna.

Gdy studio uznało, że umiera, została ewakuowana.

I wtedy zaczęła się jej najtrudniejsza droga.

Przez ogarnięty wojną kraj.

Bez jedzenia.

Bez transportu.

Pod bombami.

Do męża.

Do dzieci.

Do domu, który już nigdy nie miał być taki sam…

Related Posts